Witam! Bardzo przepraszam, że tak dawno nie było nowych rozdziałów, ale to nie tylko ode mnie zależy. Parę zamówień na rysunki, prezenty dla najbliższych, czy choćby szkoła to tylko mały fragment tego przedświątecznego urwania głowy! Ale, nie. Spokojnie, nikomu nie urwałam głowy... jeszcze!
Życzę wam na święta zdrowia, szczęścia, radości,
pod choinką- wspaniałości!
Spełnienia marzeń,
wspaniałych wrażeń.
Pysznej kolacji,
a za kilka miesięcy- udanych wakacji.
By Mikołaj tobie dał,
co byś tylko sobie chciał.
Żeby święta-czas przepiękny
przyniósł radość... i prezenty,
Żeby w domach zagościła
Radość, zdrowie, no i siła.
Żeby śniegu było też...
wiem, że właśnie tego chcesz!
Dużo śmiechu i radości,
oczywiście, zero złości,
nienawiści i przemocy,
bo tej nocy
świt cudowny staje się.
Każdy chyba tego chce.
Przepięknych świąt, smacznej choinki i wesołego karpia! Czy jakoś tak... Wszystkiego dobrego!
czwartek, 24 grudnia 2015
sobota, 5 grudnia 2015
Rozdział VIII Reakcja detektywa
W mieszkaniu czekał na nią Rob, gdy dziewczyna weszła do środka wprowadzona przez policjanta, Hayward zamienił z detektywem kilka zdań, po czym wyszedł.
Nina była pewna, że za raz Robinson weźmie ją na rozmowę. Tę nieprzyjemną rozmowę, którą zawsze musiała odbywać z rodzicami, gdy coś "nabroiła" (nawet, jeśli to Maks na nią zwalał całą winę!). Przypomniało jej się dzieciństwo. Nagle zadzwonił jej telefon.
-Przepraszam na chwilę- powiedziała, a widziawszy jego skinienie głową, wyszła i odebrała. To Katy, jej przyjaciółka. Obie należały do Sherlockians*, obie były równie świrnięte. Odbyły krótką rozmowę (oczywiście, po angielsku); Okazało się, że grupka Sherlockians chce razem z nią wyjść na pizzę i pogadać o najnowszym zwiastunie (faktycznie, zwiastun robił wrażenie). Nina powiedziała, że nie jest pewna, czy będzie mogła wyjść i jak się dowie, napisze SMS-a.
Nastolatka z powrotem weszła do pomieszczenia. Panowała chwilę pełna wyczekiwania cisza.
-Przepraszam.
-Następnym razem powinnaś bardziej uważać.- zaśmiał się- Drzwi skrzypią.
-Em... Dobrze
-Mam jednak nadzieję, że nie będzie następnego razu. -uśmiechnął się
-Dobrze.
-Obiecujesz?
-T..tak
-Podobno masz coś nowego, w sprawie śledztwa. - uśmiech Robinsona był coraz większy
-Tak, nie wiem, czy to istotne...
-Jestem pewien, że tak.
-Więc, gdy byłam w parku, zobaczyłam Maksa, z jakąś kobietą.
-Lily, jego narzeczona.
-Skąd wiesz... z resztą nieważne. Chwilę na nich patrzyłam, zastanawiając się, czy są parą, i przypomniałam sobie ofiarę... a właściwie jej biżuterię. Ona miała na sobie obrączkę, więc to raczej niemożliwe, żeby nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, czy bliskich.
-Faktycznie! - powiedział zamyślony- Nie wpadłem na to, by patrzeć na jej biżuterię. Jaki ja byłem głupi! Twoje spostrzeżenie bardzo pomoże w śledztwie. Rzuciłaś sporo światła na tę sprawę**- zacytował.
-Naprawdę- zdziwiła się nastolatka
-Tak. Dziękuję.
-Czyli nie gniewasz się, że uciekłam?
-Nie... chyba powinienem cię zganić za nieposłuszeństwo... Nie nadaję się na opiekuna. Jestem wdzięczny za info.
-Nadajesz się! Przynajmniej bardziej niż Maks...- dodała po chwili.
-Nie sądzę, brat bardzo o ciebie dba, czuje się za ciebie odpowiedzialny.
-Czyli odpowiedzialność polega na wrzeszczeniu za wszystko co zrobię i traktowaniu mnie jak pięciolatkę?
-Jestem pewien, że chce dla ciebie jak najlepiej, tylko tego nie okazuje. Daj mu szansę. Pogadam z nim o tym.
-Dzięki.
-Wracając do sprawy, czemu zawsze obrączka?
-Pewnie śluby sprzyjają morderstwom- oboje zaśmiali się szczerze
-Dla tego nie mam zamiaru się żenić.
-Nie bądź, jak Sherlock: nieczuły, pozbawiony choć odrobiny miłości i oschły.
-Musisz przyznać, że przyjacielem był dobrym...
-Jako eksperyment mógłby sprawdzić, jak długo może przeżyć powieszony człowiek, a John byłby "pod ręką".
-Nie przesadzaj, Nin.- Oboje znów się śmiali, gdy wszedł Maks, dziwnie wesoły.
-Hejka- przywitał się.
-Czemu nic mi nie powiedziałeś?
-O czym ?
-Chyba jako siostra powinnam wiedzieć, że planujesz swój ślub!
-Nie, czemu?
-Eh... jestem twoją siostrą- powiedziała powoli, z naciskiem na ostatni wyraz
-I?
-Powinnam wiedzieć takie rzeczy...
-Czemu?- wyraźnie się droczył
-Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że jesteś aż taki tępy!
-Doprawdy?
-Tak.
-Maks, twoja siostra- Zaraz mnie wyda?- Bardzo pomogła nam w śledztwie.- Uff-To prawda? -Zapytał ją starszy brat
-Tak.
-Brawo. Ja pomogłem w połowie śledztw Roba.
-Wcale nie. Jeszcze nigdy mi nie pomogłeś.- zaprotestował detektyw
-No, dobra, ale to dzięki mnie miał kawę... Ja robiłem mu zakupy.
-To również nie prawda- stwierdził Robinson- sam sobie kupowałem kawę.
-Towarzyszyłem mu przy kilku sprawach, żeby nie był samotny.- Nina spojrzała na Robinsona, on tylko pokiwał głową na znak protestu
-Sam błagałeś, żeby mi towarzyszyć.
__
*Sherlockians- fani serialu "Sherlock"
** Sherlock Holmes często mówił o "rzucaniu światła na jakąś sprawę"
Nina była pewna, że za raz Robinson weźmie ją na rozmowę. Tę nieprzyjemną rozmowę, którą zawsze musiała odbywać z rodzicami, gdy coś "nabroiła" (nawet, jeśli to Maks na nią zwalał całą winę!). Przypomniało jej się dzieciństwo. Nagle zadzwonił jej telefon.
-Przepraszam na chwilę- powiedziała, a widziawszy jego skinienie głową, wyszła i odebrała. To Katy, jej przyjaciółka. Obie należały do Sherlockians*, obie były równie świrnięte. Odbyły krótką rozmowę (oczywiście, po angielsku); Okazało się, że grupka Sherlockians chce razem z nią wyjść na pizzę i pogadać o najnowszym zwiastunie (faktycznie, zwiastun robił wrażenie). Nina powiedziała, że nie jest pewna, czy będzie mogła wyjść i jak się dowie, napisze SMS-a.
Nastolatka z powrotem weszła do pomieszczenia. Panowała chwilę pełna wyczekiwania cisza.
-Przepraszam.
-Następnym razem powinnaś bardziej uważać.- zaśmiał się- Drzwi skrzypią.
-Em... Dobrze
-Mam jednak nadzieję, że nie będzie następnego razu. -uśmiechnął się
-Dobrze.
-Obiecujesz?
-T..tak
-Podobno masz coś nowego, w sprawie śledztwa. - uśmiech Robinsona był coraz większy
-Tak, nie wiem, czy to istotne...
-Jestem pewien, że tak.
-Więc, gdy byłam w parku, zobaczyłam Maksa, z jakąś kobietą.
-Lily, jego narzeczona.
-Skąd wiesz... z resztą nieważne. Chwilę na nich patrzyłam, zastanawiając się, czy są parą, i przypomniałam sobie ofiarę... a właściwie jej biżuterię. Ona miała na sobie obrączkę, więc to raczej niemożliwe, żeby nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, czy bliskich.
-Faktycznie! - powiedział zamyślony- Nie wpadłem na to, by patrzeć na jej biżuterię. Jaki ja byłem głupi! Twoje spostrzeżenie bardzo pomoże w śledztwie. Rzuciłaś sporo światła na tę sprawę**- zacytował.
-Naprawdę- zdziwiła się nastolatka
-Tak. Dziękuję.
-Czyli nie gniewasz się, że uciekłam?
-Nie... chyba powinienem cię zganić za nieposłuszeństwo... Nie nadaję się na opiekuna. Jestem wdzięczny za info.
-Nadajesz się! Przynajmniej bardziej niż Maks...- dodała po chwili.
-Nie sądzę, brat bardzo o ciebie dba, czuje się za ciebie odpowiedzialny.
-Czyli odpowiedzialność polega na wrzeszczeniu za wszystko co zrobię i traktowaniu mnie jak pięciolatkę?
-Jestem pewien, że chce dla ciebie jak najlepiej, tylko tego nie okazuje. Daj mu szansę. Pogadam z nim o tym.
-Dzięki.
-Wracając do sprawy, czemu zawsze obrączka?
-Pewnie śluby sprzyjają morderstwom- oboje zaśmiali się szczerze
-Dla tego nie mam zamiaru się żenić.
-Nie bądź, jak Sherlock: nieczuły, pozbawiony choć odrobiny miłości i oschły.
-Musisz przyznać, że przyjacielem był dobrym...
-Jako eksperyment mógłby sprawdzić, jak długo może przeżyć powieszony człowiek, a John byłby "pod ręką".
-Nie przesadzaj, Nin.- Oboje znów się śmiali, gdy wszedł Maks, dziwnie wesoły.
-Hejka- przywitał się.
-Czemu nic mi nie powiedziałeś?
-O czym ?
-Chyba jako siostra powinnam wiedzieć, że planujesz swój ślub!
-Nie, czemu?
-Eh... jestem twoją siostrą- powiedziała powoli, z naciskiem na ostatni wyraz
-I?
-Powinnam wiedzieć takie rzeczy...
-Czemu?- wyraźnie się droczył
-Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że jesteś aż taki tępy!
-Doprawdy?
-Tak.
-Maks, twoja siostra- Zaraz mnie wyda?- Bardzo pomogła nam w śledztwie.- Uff-To prawda? -Zapytał ją starszy brat
-Tak.
-Brawo. Ja pomogłem w połowie śledztw Roba.
-Wcale nie. Jeszcze nigdy mi nie pomogłeś.- zaprotestował detektyw
-No, dobra, ale to dzięki mnie miał kawę... Ja robiłem mu zakupy.
-To również nie prawda- stwierdził Robinson- sam sobie kupowałem kawę.
-Towarzyszyłem mu przy kilku sprawach, żeby nie był samotny.- Nina spojrzała na Robinsona, on tylko pokiwał głową na znak protestu
-Sam błagałeś, żeby mi towarzyszyć.
__
*Sherlockians- fani serialu "Sherlock"
** Sherlock Holmes często mówił o "rzucaniu światła na jakąś sprawę"
piątek, 4 grudnia 2015
Rozdział VII Ucieczka
Nina
spędziła już w Anglii niecałe dwa tygodnie. Chodziła ze znajomymi
Sherlockians* zwiedzać miasto, czy choćby zjeść pizzę. Dziewczyna
zaczęła się przyzwyczajać do londyńskiej pogody, a Robinson z idola
przekształcił się w przyjaciela. Nadal pamiętała jednak swoje pierwsze
i, najprawdopodobniej ostatnie śledztwo. W głębi serca chciała jednak rozwiązać jakąś zagadkę kryminalną (choćby nawet tę, która pozostała w martwym punkcie).
Poprzedniego dnia poważnie pokłóciła się z Maksem. Była wściekła i bezradna. Pod wpływem nagłego impulsu postanowiła uciec od Maksymiliana, nie wiedziała gdzie, nie miała zbyt dużo pieniędzy, ale to nie było ważne, najważniejsze, żeby być jak najdalej brata.
Napisała krótki list, który położyła w widocznym miejscu swojego pokoju. Brzmiał mniej więcej tak:
" Jeżeli to czytasz, pewnie jestem już daleko. Nie szukajcie mnie. Mam serdecznie dosyć atmosfery panującej w tym mieszkaniu, mam dosyć Maksa. Żegnam. Nina"Zdesperowana dziewczyna założyła czarną bluzę z kapturem i upięła włosy w kucyka. Wzięła kilka niezbędnych rzeczy. Po chwili namysłu, chwyciła również przybory do rysowania i kilka kartek.
Wyczuła moment, w którym jej brat wyszedł, a Robinson siedział w salonie, na kanapie. Rozmyślał. Dziewczyna cicho wymknęła się z pokoju i bezszelestnie zeszła po schodach. Cichutko otworzyła drzwi, które stawiały zdradziecki opór. Udało się, była na zewnątrz. Pozostało tylko zamknąć drzwi. Te nagle skrzypnęły. Nastolatce wydawało się, że ten dźwięk jest na tyle głośny, że mógłby obudzić zmarłego.
Nina szła bezcelowo ulicami Londynu. Jej oczom ukazało się muzeum Sherlocka Holmesa. "Baker street 221 B"- pomyślała podekscytowana. To może wydać się głupie i dziecinne, ale całe życie marzyła, by wreszcie znaleźć się pod tym adresem, bowiem Sherlock Holmes mieszkał właśnie pod Baker st. 221B! Chwilę wachała się, czy wejść, ale w końcu zdecydowała, że zrobi to przy najbliższej okazji. Spacerowała dalej. Po jakimś czasie znalazła się w przepięknym parku. Usiadła i położyła torbę obok siebie. Nagle zobaczyła jakieś dwie sylwetki. Nie wierzyła własnym oczom. Kilkanaście metrów przed nią był Maks, z jakąś dziewczyną! Nagle ją olśniło. Dwa tygodnie wcześniej nie mogła sobie czegoś przypomnieć, teraz wreszcie jej się udało, ale nie było na to czasu! Jeżeli Maks ją tu zobaczy, zaczną się pytania i podejrzenia, a brat szybko odgadnie, że nastolatka uciekła. Nina nie mogła do tego dopuścić. Złapała za torbę i szybko wybiegła z parku. Na jej nieszczęście, był tam niejaki Hayward, policjant, którego poznała na miejscu zbrodni. Zauważył ją.
-Co ty tu robisz, młoda damo?! Wszyscy cię szukają.
-Ja...
-Robinson poweidział, że zwiałaś! Idziemy.
-Pamięta pan tę nierozwiązaną sprawę?
-Tak
-Chyba już coś wiem, podobno kobieta nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, ani bliskich...
-Idziemy!- powtórzył funkcjonariusz i zaprowadził ją do samochodu policyjnego.
-Jedziemy radiowozem?!- Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć
-Coś ci się nie podoba?- to pytanie zostało bez odpowiedzi. Całą drogę jechali w milczeniu. Jaki wstyd! Podróż wydała się Ninie wiekami podobno, gdy się czegoś boimy, chcemy, by stało się to jak najszybciej. Dziewczyna przekonała się o tym na własnej skórze. Wreszcie byli na miejscu. Nastolatka niepewnie otworzyła drzwi do mieszkania. Bała się reakcji detektywa.
___
* Sherlockians- fani serialu "Sherlock", Nina również do nich należała. Jeżeli chcecie obejrzeć ten serial, polecam na cda.pl Tu macie pierwszy odc.
Ps. Przepraszam za to tło, ale coś się zepsuło i nie mogę tego naprawić! Wybaczcie!
Poprzedniego dnia poważnie pokłóciła się z Maksem. Była wściekła i bezradna. Pod wpływem nagłego impulsu postanowiła uciec od Maksymiliana, nie wiedziała gdzie, nie miała zbyt dużo pieniędzy, ale to nie było ważne, najważniejsze, żeby być jak najdalej brata.
Napisała krótki list, który położyła w widocznym miejscu swojego pokoju. Brzmiał mniej więcej tak:
" Jeżeli to czytasz, pewnie jestem już daleko. Nie szukajcie mnie. Mam serdecznie dosyć atmosfery panującej w tym mieszkaniu, mam dosyć Maksa. Żegnam. Nina"Zdesperowana dziewczyna założyła czarną bluzę z kapturem i upięła włosy w kucyka. Wzięła kilka niezbędnych rzeczy. Po chwili namysłu, chwyciła również przybory do rysowania i kilka kartek.
Wyczuła moment, w którym jej brat wyszedł, a Robinson siedział w salonie, na kanapie. Rozmyślał. Dziewczyna cicho wymknęła się z pokoju i bezszelestnie zeszła po schodach. Cichutko otworzyła drzwi, które stawiały zdradziecki opór. Udało się, była na zewnątrz. Pozostało tylko zamknąć drzwi. Te nagle skrzypnęły. Nastolatce wydawało się, że ten dźwięk jest na tyle głośny, że mógłby obudzić zmarłego.
Nina szła bezcelowo ulicami Londynu. Jej oczom ukazało się muzeum Sherlocka Holmesa. "Baker street 221 B"- pomyślała podekscytowana. To może wydać się głupie i dziecinne, ale całe życie marzyła, by wreszcie znaleźć się pod tym adresem, bowiem Sherlock Holmes mieszkał właśnie pod Baker st. 221B! Chwilę wachała się, czy wejść, ale w końcu zdecydowała, że zrobi to przy najbliższej okazji. Spacerowała dalej. Po jakimś czasie znalazła się w przepięknym parku. Usiadła i położyła torbę obok siebie. Nagle zobaczyła jakieś dwie sylwetki. Nie wierzyła własnym oczom. Kilkanaście metrów przed nią był Maks, z jakąś dziewczyną! Nagle ją olśniło. Dwa tygodnie wcześniej nie mogła sobie czegoś przypomnieć, teraz wreszcie jej się udało, ale nie było na to czasu! Jeżeli Maks ją tu zobaczy, zaczną się pytania i podejrzenia, a brat szybko odgadnie, że nastolatka uciekła. Nina nie mogła do tego dopuścić. Złapała za torbę i szybko wybiegła z parku. Na jej nieszczęście, był tam niejaki Hayward, policjant, którego poznała na miejscu zbrodni. Zauważył ją.
-Co ty tu robisz, młoda damo?! Wszyscy cię szukają.
-Ja...
-Robinson poweidział, że zwiałaś! Idziemy.
-Pamięta pan tę nierozwiązaną sprawę?
-Tak
-Chyba już coś wiem, podobno kobieta nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, ani bliskich...
-Idziemy!- powtórzył funkcjonariusz i zaprowadził ją do samochodu policyjnego.
-Jedziemy radiowozem?!- Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć
-Coś ci się nie podoba?- to pytanie zostało bez odpowiedzi. Całą drogę jechali w milczeniu. Jaki wstyd! Podróż wydała się Ninie wiekami podobno, gdy się czegoś boimy, chcemy, by stało się to jak najszybciej. Dziewczyna przekonała się o tym na własnej skórze. Wreszcie byli na miejscu. Nastolatka niepewnie otworzyła drzwi do mieszkania. Bała się reakcji detektywa.
___
* Sherlockians- fani serialu "Sherlock", Nina również do nich należała. Jeżeli chcecie obejrzeć ten serial, polecam na cda.pl Tu macie pierwszy odc.
Ps. Przepraszam za to tło, ale coś się zepsuło i nie mogę tego naprawić! Wybaczcie!
wtorek, 1 grudnia 2015
Rozdział VI Poranek
Dziewczyna zaczęła coś rysować, ale po jakimś czasie poczuła narastający z każdą chwilą głód. Na początku chciała to ignorować ale nie, nie da rady. Tylko gdzie była kuchnia? Chyba w okolicach salonu... a może na parterze. Cóż, trzeba sprawdzić. Nina ubrała się, doprowadziła do porządku potargane włosy i schowała ledwo zaczęty rysunek do teczki. Wyszła z pomieszczenia. Jej oczom ukazali się dwaj mężczyźni.
- Nie spałaś tej nocy, prawda? - nadopiekuńczy braciszek się znalazł!
-Nie mogłam zasnąć. - powiedziała swoim normalnym tonem, udając, że nie wyczuła tego oschłego tonu w głosie Maksa.
- Nawet nie chciałaś spróbować.
-A co cię to, do obchodzi?! Najpierw przez 16 lat mnie olewasz, a teraz udajesz, że jesteś moim ojcem!
- Odpowiadam za ciebie.
-To dlatego musisz pilnować, żebym zasnęła przed 21?! Przecież nie jestem dzieckiem!
-Maks, przecież Nin nic nie zrobiła-włączył się do rozmowy Robinson- nie mogła zasnąć i tyle...
-Et tu, Brute, contra me?! *
-Z twoim bratem trudno czasem wytrzymać. Wszystkiego się czepia- udawał, że nie usłyszał słów Maksa- Chcesz śniadanie?
-Mhm- przytaknęła i weszli razem do kuchni. Tylko Maks gdzieś wyszedł. Pomieszczenie było bardzo ładnie urządzone.
-To, na co masz ochotę: kanapki, płatki z mlekiem, może budyń...- widać było, że Robinson chciał ją jak najlepiej ugościć. Czyżbym była jego pierwszym gościem na śniadaniu?
-Kanapki, ale sama umiem sobie zrobić- uśmiechnęła się
-Kawę? Herbatę? Sok?
-Sok.- przystąpiła już do czynności przyrządzania kanapek. Gdy skończyła i zaczęła je jeść, Rob się do niej przysiadł i poda ł jej szklankę soku jabłkowego.
-Jak się czujesz? No, wiesz... po wczorajszej sprawie?
-Nieźle. Było całkiem... fajnie.- dziewczyna udawała. Tak naprawdę czuła się okropnie.
-Przecież widzę.
-Wydedukowałeś to?
-Nie pamiętasz, co ci mówiłem o dedukcji? Conan Doyle się pomylił.
-Ach, racja.
-Po prostu wiem, jak się czujesz... Może to zabrzmi dziwnie, ale nie trzeba było "dedukować", żeby wiedzieć... To widać po twoim wyrazie twarzy.
-No, tak...
-Nigdy więcej cię nie zabiorę na żadną sprawę. Jesteś zbyt młoda.- powiedział delikatnie, a za razem stanowczo.
-Ale przecież ty też kiedyś tak się czułeś... no wiesz. Jakoś później przeszedłeś nad tym do porządku dziennego, teraz widok zwłok to dla ciebie... codzienność.- Nastolatka nawet nie wiedziała czemu to powiedziała.
-Codzienność?- zaśmiał się detektyw- raczej rozrywka, hobby. Często muszę się nudzić całymi dniami i czekać, aż jakiś przestępca łaskawie zechce popełnić przestępstwo- teraz oboje się śmiali
-Jesteś totalnie, jak Sherlock!
-Nie sądzę, on był geniuszem, wręcz za bardzo uzdolnionym, nie wspominając o jego bracie... W prawdziwym życiu niema takich ludzi, a ja na pewno taki nie jestem.
-Jesteś! Jesteś największym geniuszem, w Londynie... co ja mówię?! Na świecie! W pełni dorównujesz Holmesowi.
-Sugerujesz, że przytyłem? Porównujesz mnie z Mycroftem, do tego mówisz "największym"?
-Nie, nie to miałam na myśli.- widocznie nie wyczuła żartu- Jesteś jak William Holmes.
-William? - nawet nie zauważyli, jak do pomieszczenia wszedł Maks
-William Sherlock Scott Holmes. Tak się nazywał Sherlock Holmes, geniuszu.- ostatni wyraz był wypowiedziany nad wyraz sarkastycznie.
-W przeciwieństwie do ciebie nie jestem zakochany w Sherlocku Holmesie, Nin.- twarz dziewczyny wyraźnie się zarumieniła, nastolatka była zmieszana. Tak, to prawda, że kochała Sherlocka, ale to była taka jej tajemnica. Nie chciała, żeby ktokolwiek się domyślił, że zakochała się w nieistniejącej postaci z książek!
- Masz coś do Holmesa?- za Niną wstawił się Rob.
-Nie... nieważne.- brat dziewczyny zaczął robić sobie kawę. Nastała chwila milczenia. Wreszcie Nina postanowiła zapytać się Robinsona o coś, co nie dawało jej spokoju:
-Rob, czemu nie nazywasz się bardziej... polsko, przecież jesteś Polakiem?
-Zmieniłem sobie imię i nazwisko. Kiedyś nazywałem się Robert Wilmowski.- zmienił nazwisko! No jasne, jaka ja jestem głupia!
-A czemu zmieniłeś?
-Z dwóch powodów: po pierwsze nikt nie umiał poprawnie wymówić mojego imienia, ani nazwiska, a po drugie, szczerze nienawidzę swojego poprzedniego imienia.
-Acha...- powiedziała w zamyśleniu i zajęła się konsumowaniem swojego posiłku.
_____
*Et tu Brute, contra me-(łc.) i ty, Brutusie, przeciwko mnie?; słowa Cezara wypowiedziane przed śmiercią.
- Nie spałaś tej nocy, prawda? - nadopiekuńczy braciszek się znalazł!
-Nie mogłam zasnąć. - powiedziała swoim normalnym tonem, udając, że nie wyczuła tego oschłego tonu w głosie Maksa.
- Nawet nie chciałaś spróbować.
-A co cię to, do obchodzi?! Najpierw przez 16 lat mnie olewasz, a teraz udajesz, że jesteś moim ojcem!
- Odpowiadam za ciebie.
-To dlatego musisz pilnować, żebym zasnęła przed 21?! Przecież nie jestem dzieckiem!
-Maks, przecież Nin nic nie zrobiła-włączył się do rozmowy Robinson- nie mogła zasnąć i tyle...
-Et tu, Brute, contra me?! *
-Z twoim bratem trudno czasem wytrzymać. Wszystkiego się czepia- udawał, że nie usłyszał słów Maksa- Chcesz śniadanie?
-Mhm- przytaknęła i weszli razem do kuchni. Tylko Maks gdzieś wyszedł. Pomieszczenie było bardzo ładnie urządzone.
-To, na co masz ochotę: kanapki, płatki z mlekiem, może budyń...- widać było, że Robinson chciał ją jak najlepiej ugościć. Czyżbym była jego pierwszym gościem na śniadaniu?
-Kanapki, ale sama umiem sobie zrobić- uśmiechnęła się
-Kawę? Herbatę? Sok?
-Sok.- przystąpiła już do czynności przyrządzania kanapek. Gdy skończyła i zaczęła je jeść, Rob się do niej przysiadł i poda ł jej szklankę soku jabłkowego.
-Jak się czujesz? No, wiesz... po wczorajszej sprawie?
-Nieźle. Było całkiem... fajnie.- dziewczyna udawała. Tak naprawdę czuła się okropnie.
-Przecież widzę.
-Wydedukowałeś to?
-Nie pamiętasz, co ci mówiłem o dedukcji? Conan Doyle się pomylił.
-Ach, racja.
-Po prostu wiem, jak się czujesz... Może to zabrzmi dziwnie, ale nie trzeba było "dedukować", żeby wiedzieć... To widać po twoim wyrazie twarzy.
-No, tak...
-Nigdy więcej cię nie zabiorę na żadną sprawę. Jesteś zbyt młoda.- powiedział delikatnie, a za razem stanowczo.
-Ale przecież ty też kiedyś tak się czułeś... no wiesz. Jakoś później przeszedłeś nad tym do porządku dziennego, teraz widok zwłok to dla ciebie... codzienność.- Nastolatka nawet nie wiedziała czemu to powiedziała.
-Codzienność?- zaśmiał się detektyw- raczej rozrywka, hobby. Często muszę się nudzić całymi dniami i czekać, aż jakiś przestępca łaskawie zechce popełnić przestępstwo- teraz oboje się śmiali
-Jesteś totalnie, jak Sherlock!
-Nie sądzę, on był geniuszem, wręcz za bardzo uzdolnionym, nie wspominając o jego bracie... W prawdziwym życiu niema takich ludzi, a ja na pewno taki nie jestem.
-Jesteś! Jesteś największym geniuszem, w Londynie... co ja mówię?! Na świecie! W pełni dorównujesz Holmesowi.
-Sugerujesz, że przytyłem? Porównujesz mnie z Mycroftem, do tego mówisz "największym"?
-Nie, nie to miałam na myśli.- widocznie nie wyczuła żartu- Jesteś jak William Holmes.
-William? - nawet nie zauważyli, jak do pomieszczenia wszedł Maks
-William Sherlock Scott Holmes. Tak się nazywał Sherlock Holmes, geniuszu.- ostatni wyraz był wypowiedziany nad wyraz sarkastycznie.
-W przeciwieństwie do ciebie nie jestem zakochany w Sherlocku Holmesie, Nin.- twarz dziewczyny wyraźnie się zarumieniła, nastolatka była zmieszana. Tak, to prawda, że kochała Sherlocka, ale to była taka jej tajemnica. Nie chciała, żeby ktokolwiek się domyślił, że zakochała się w nieistniejącej postaci z książek!
- Masz coś do Holmesa?- za Niną wstawił się Rob.
-Nie... nieważne.- brat dziewczyny zaczął robić sobie kawę. Nastała chwila milczenia. Wreszcie Nina postanowiła zapytać się Robinsona o coś, co nie dawało jej spokoju:
-Rob, czemu nie nazywasz się bardziej... polsko, przecież jesteś Polakiem?
-Zmieniłem sobie imię i nazwisko. Kiedyś nazywałem się Robert Wilmowski.- zmienił nazwisko! No jasne, jaka ja jestem głupia!
-A czemu zmieniłeś?
-Z dwóch powodów: po pierwsze nikt nie umiał poprawnie wymówić mojego imienia, ani nazwiska, a po drugie, szczerze nienawidzę swojego poprzedniego imienia.
-Acha...- powiedziała w zamyśleniu i zajęła się konsumowaniem swojego posiłku.
_____
*Et tu Brute, contra me-(łc.) i ty, Brutusie, przeciwko mnie?; słowa Cezara wypowiedziane przed śmiercią.
wtorek, 24 listopada 2015
Rozdział V Noc
Nina długo nie mogła zasnąć,wciąż przed oczami miała tę wykrzywioną w grymasie przerażenia twarz ciągle pamiętała te ślady krwi ofiary. Na samą myśl robiło jej się niedobrze, ale jednak coś jeszcze utkwiło jej w pamięci... coś intrygowało dziewczynę, coś pamiętała, tylko czym jest to "coś"? Nastolatka przewróciła się z boku na bok. Chciała zapomnieć o tej sprawie kryminalnej. Gdy kiedyś marzyła o byciu taką jak Sherlock Holmes, czy choćby, jak Robinson (swoją drogą czemu Polak nazywa się Robinson Willson? Przecież to nie jest polskie imię, ani nazwisko!), wszystko wyglądało inaczej. Wyobrażała sobie zwykłą postać leżącą na podłodze, może troszkę krwi i siebie samą stojącą nad ciałem z zaciekawieniem badając pozornie nic nie znaczące rzeczy... nie wiedziała, że to będzie TAK wyglądało! Chciała już do domu, do rodziców. Może i to trochę dziecinne, ale czy to coś złego, że jeszcze jest dzieckiem? Najważniejsze jest to, by być sobą.
Mogłaby teraz być pogrążona w sennych marzeniach o zostaniu wielkim detektywem, zamiast wspominać swoją pierwszą "porażkę", jak zaczęła nazywać reakcję jej organizmu na ofiarę. Nie chciała rozpatrywać tak poprzedniego dnia, ale coś nie dawało jej spokoju. Wreszcie odpuściła, i tak nie zaśnie tej nocy! Wyjęła laptopa i zaczęła przeglądać Internet. Bezwiednie wpisała w wyszukiwarce "Sherlock". Po chwili namysłu dopisała "Fanfick pl". Miała nadzieję, że znajdzie coś ciekawego, ale znaczna większość historii, które w ten sposób poznała były jak dla niej co najmniej dziwne. Mystrade, Johnolck, Sheriarty,... czego to ludzie nie wymyślą? Właściwie jedno z opowiadań nawet jej się spodobało; Sherlolly nawet miało trochę sensu... No nic, chyba lepiej będzie wrócić do lektury Sherlocka Holmesa... Chociaż nie! W cyklu książek są przecież SPOILERY do kolejnych odcinków serialu, poza tym, kryminały to nie jest najlepszy pomysł na książki w tym stanie. Cóż, chyba zostało nudzenie się i użalanie się nad sobą. Nina nagle wpadła na fantastyczny pomysł: rysunek. Wyłączyła komputer, włączyła światło i usiadła na łóżku. Zastanawiając się, która może być godzina, sięgnęła po swojego smartfona. Już po 2.30. Gdy nastolatka wyciągnęła kartki i ołówki zorientowała się, że powinna już dawno spać, a Maks, lub Rob mogą przebywać w okolicach jej pokoju i zobaczyć blask lampy, wyłaniający się ze szczelin nad i pod drzwiami. Dziewczyna zgasiła światło i chwilę siedziała w ciemności, nad pustą kartką. Wreszcie jej wzrok nieco przyzwyczaił się do panującego mroku, ale nie aż na tyle, by coś narysować. Od czego jest latarka, prawda? To jednak nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać. Latarka nie świeciła idealnie nad rysunkiem. Trzeba było ją trzymać, tylko jak?! Gdy próbowała trzymać ręką, przypomniała sobie o rysunku i o tym, że ręka jest potrzebna do rysowania. Może jakoś głową? Przyciskała latarkę policzkiem do ramienia. No, dobra, może i miała wolne ręce, ale światło nie chciało padać na kartkę... i było niewygodnie. Po kilku godzinach, Nina już chciała się poddać i wrócić do próby zaśnięcia, usłyszała jakieś kroki w korytarzu. Czyżby Maks, albo Robinson zobaczył, że światło w pokoju nastolatki chwilę było włączone? Oby nie. Do jej uszu dotarł jeszcze jeden dźwięk. To Rob, prawdopodobnie rozmawiał przez telefon. Dziewczyna sprawdziła godzinę. Była 4:12. O tej porze chyba mogła już nie spać? Odsłoniła okno. Na dworze panował półmrok, a lampy uliczne już gasły. Teraz wykonanie rysunku nie sprawi jej większych problemów. Położyła kartkę na biurku i zaczęła nakreślać jakieś linie, żeby tylko nie myśleć o wczorajszej przygodzie. Na jej nieszczęście, detektyw mówił dosyć głośno, tak, że mogła wszystko idealnie usłyszeć. Mimowolnie dowiedziała się kilku kolejnych rzeczy na temat morderstwa z poprzedniego dnia.
~~~~
Od autorki: Przepraszam za tak długą przerwę w pisaniu! Ostatnio miałam dużo na głowie, a wolnej chwili- brak. Cały ten rozdział powstał podczas kilku nudnych lekcji. ;) Na szczęście już mam trochę więcej czasu, więc kolejne rozdziały na pewno będą pojawiały się częściej. Dziękuję, że ze mną jesteście. :)
Mogłaby teraz być pogrążona w sennych marzeniach o zostaniu wielkim detektywem, zamiast wspominać swoją pierwszą "porażkę", jak zaczęła nazywać reakcję jej organizmu na ofiarę. Nie chciała rozpatrywać tak poprzedniego dnia, ale coś nie dawało jej spokoju. Wreszcie odpuściła, i tak nie zaśnie tej nocy! Wyjęła laptopa i zaczęła przeglądać Internet. Bezwiednie wpisała w wyszukiwarce "Sherlock". Po chwili namysłu dopisała "Fanfick pl". Miała nadzieję, że znajdzie coś ciekawego, ale znaczna większość historii, które w ten sposób poznała były jak dla niej co najmniej dziwne. Mystrade, Johnolck, Sheriarty,... czego to ludzie nie wymyślą? Właściwie jedno z opowiadań nawet jej się spodobało; Sherlolly nawet miało trochę sensu... No nic, chyba lepiej będzie wrócić do lektury Sherlocka Holmesa... Chociaż nie! W cyklu książek są przecież SPOILERY do kolejnych odcinków serialu, poza tym, kryminały to nie jest najlepszy pomysł na książki w tym stanie. Cóż, chyba zostało nudzenie się i użalanie się nad sobą. Nina nagle wpadła na fantastyczny pomysł: rysunek. Wyłączyła komputer, włączyła światło i usiadła na łóżku. Zastanawiając się, która może być godzina, sięgnęła po swojego smartfona. Już po 2.30. Gdy nastolatka wyciągnęła kartki i ołówki zorientowała się, że powinna już dawno spać, a Maks, lub Rob mogą przebywać w okolicach jej pokoju i zobaczyć blask lampy, wyłaniający się ze szczelin nad i pod drzwiami. Dziewczyna zgasiła światło i chwilę siedziała w ciemności, nad pustą kartką. Wreszcie jej wzrok nieco przyzwyczaił się do panującego mroku, ale nie aż na tyle, by coś narysować. Od czego jest latarka, prawda? To jednak nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać. Latarka nie świeciła idealnie nad rysunkiem. Trzeba było ją trzymać, tylko jak?! Gdy próbowała trzymać ręką, przypomniała sobie o rysunku i o tym, że ręka jest potrzebna do rysowania. Może jakoś głową? Przyciskała latarkę policzkiem do ramienia. No, dobra, może i miała wolne ręce, ale światło nie chciało padać na kartkę... i było niewygodnie. Po kilku godzinach, Nina już chciała się poddać i wrócić do próby zaśnięcia, usłyszała jakieś kroki w korytarzu. Czyżby Maks, albo Robinson zobaczył, że światło w pokoju nastolatki chwilę było włączone? Oby nie. Do jej uszu dotarł jeszcze jeden dźwięk. To Rob, prawdopodobnie rozmawiał przez telefon. Dziewczyna sprawdziła godzinę. Była 4:12. O tej porze chyba mogła już nie spać? Odsłoniła okno. Na dworze panował półmrok, a lampy uliczne już gasły. Teraz wykonanie rysunku nie sprawi jej większych problemów. Położyła kartkę na biurku i zaczęła nakreślać jakieś linie, żeby tylko nie myśleć o wczorajszej przygodzie. Na jej nieszczęście, detektyw mówił dosyć głośno, tak, że mogła wszystko idealnie usłyszeć. Mimowolnie dowiedziała się kilku kolejnych rzeczy na temat morderstwa z poprzedniego dnia.
~~~~
Od autorki: Przepraszam za tak długą przerwę w pisaniu! Ostatnio miałam dużo na głowie, a wolnej chwili- brak. Cały ten rozdział powstał podczas kilku nudnych lekcji. ;) Na szczęście już mam trochę więcej czasu, więc kolejne rozdziały na pewno będą pojawiały się częściej. Dziękuję, że ze mną jesteście. :)
niedziela, 8 listopada 2015
Rozdział IV Tajemniczy trup
- Nie weźmiemy taksówki? - Dziewczyna nie chciała zmoknąć. Wyglądałaby wtedy okropnie, Robinson widziałby ją w tym stanie! Bez słowa, mężczyźni ruszyli.
-To niedaleko - Willson spojrzał na nastolatkę, po czym od razu domyślił się, o co chodzi. - Jak nie chcesz zniszczyć fryzury to przybliż się do mnie. - rozłożył parasol, a Nina nie bez zachwytu podeszła bliżej, tak, aby parasol osłaniał ją przed deszczem.
- Musisz się przyzwyczaić do londyńskiej pogody. - powiedział Maks.
- Nie boję się byle deszczyku!
- Doprawdy?
- Możecie się uciszyć?! Próbuje się skoncentrować...
- Wybacz, Rob. Ona zaczęła!
- Jak dzieci...
- Nie masz rodzeństwa, Rob?- zainteresowała się Nina
- Nie, ale już koniec rozmów. Jak już mówiłem, muszę się skoncentrować na sprawie.
- Jasne, wybacz. - Od tej chwili szli w milczeniu.
Po jakichś 15 minutach, detektyw, a za nim Nina i Maks, weszli do jakiegoś domu, po drodze spotykając paru policjantów. Gdy tylko znaleźli się w środku, wysoki, barczysty mężczyzna, o piwnych oczach i czarnych włosach, sądząc po ubiorze, policjant, zatrzymał ich, przed samymi drzwiami do salonu, w którym popełniono morderstwo.
- Co ona tu robi?! - warknął wskazując na Ninę
- Jest z nami.
- Nieletnim wstęp wzbroniony!
- Ciesze się. Możemy iść już do zwłok?
- Wy tak, ona, nie! - gdy tak rozmawiali, dziewczyna wyczuła moment, w którym policjant nie patrzył w jej stronę i, niepostrzeżenie wślizgnęła się do pomieszczenia. Nagle jej oczom ukazała się sylwetka, leżąca w kącie pokoju. Wokół było pełno krwi. Nastolatka była przerażona. Zdziwieni jej obecnością funkcjonariusze już chcieli ją wyprowadzić z miejsca zbrodni, gdy wkroczył dumnie Robinson.
- Zostawcie ją - nakazał - Pomaga mi.
- Dla ciebie i tak łamiemy przepisy. - zauważył jeden z obecnych.
- Ach, czyli mogę już iść do domu. Widzę, że nie jestem tu potrzebny. Nina, Maks, idziemy.
- Nie! Przecież potrzebujemy cię! Nie możesz tak po prostu nas zostawić z tą sprawą.
- Doprawdy? Przed chwilą mówiłeś, że łamiemy przepisy, Hayward...
- Potrzebujemy cię! - powtórzył policjant
- Nic już nie rozumiem - detektyw rozłożył bezradnie ręce, ze świetnie udawanym zdziwieniem i zakłopotaniem- Ale, skoro policja łamie przepisy w sprawie mnie, to czemu nie może złamać przepisów
w sprawie nieletniej? Tak, czy siak łamiecie przepisy, a ja potrzebuję tej dziewczyny.
- Niech ci już będzie! - zgodził się Hayward
- Ile czasu tu leży? - Rob wskazał na ciało zamordowanej kobiety
- Moi ludzie uważają, że jakieś dwie, trzy godziny. Sąsiedzi słyszeli liczne strzały, z broni palnej, szybko zadzwonili po pomoc.
- Ok. Możecie nas już zostawić. - przyklęknął przy trupie, oglądał dokładnie rany, dłonie, oraz ubiór ofiary, później podszedł do ściany, uważnie ją obserwując, mruczał przy tym coś do siebie. Nina patrzyła z zachwytem na Willsona, a Maks w skupieniu śledził wzrokiem wszystkie poczynania, próbując się domyśleć, co takiego "wydedukował" już Willson. Dziewczyna zainteresowała się zwłokami. Przyjrzała się im uważnie. Ta wykrzywiona w grymasie przerażenia twarz... te oczy, ta krew oblewająca połowę jej twarzy i ubranie, w okolicach serca... to naprawdę nie wyglądało tak, jak Nina sobie wyobrażała... sam fakt, że leżąca kobieta jest martwa przyprawiał dziewczynę o mdłości.
Maks zauważył, że twarz jego siostry jest bardzo blada.
- Dobrze się czujesz?
- Tak... chyba tak. Muszę tylko zaczerpnąć świeżego powietrza. - gdy rodzeństwo rozmawiało, Rob skończył pracę. Nagle spojrzał na twarz nastolatki od razu wiedział, co jej jest.
- Już idziemy. Poczekaj chwilę - wyszedł i rozmawiał chwilę z Haywardem, po czym wrócił do Maksa i Niny.
- Chodźcie, idziemy. - wyszli z budynku i wrócili do domu tsksówką.
Maks zauważył, że twarz jego siostry jest bardzo blada.
- Dobrze się czujesz?
- Tak... chyba tak. Muszę tylko zaczerpnąć świeżego powietrza. - gdy rodzeństwo rozmawiało, Rob skończył pracę. Nagle spojrzał na twarz nastolatki od razu wiedział, co jej jest.
- Już idziemy. Poczekaj chwilę - wyszedł i rozmawiał chwilę z Haywardem, po czym wrócił do Maksa i Niny.
- Chodźcie, idziemy. - wyszli z budynku i wrócili do domu tsksówką.
niedziela, 1 listopada 2015
Rozdział III Czy uda się jej namówić detektywa?
-Maks! Powiedz mu coś! Ja muszę z wami pójść!- Dziewczyna miała już łzy w oczach
-Nie. Jesteś zbyt młoda. Co ja powiem naszym rodzicom, gdy coś ci się stanie!? Mordercy jeszcze nie schwytano. Może dalej się gdzieś tam czaić.
-Nino, zrozum, zamordowana osoba...ten obraz może ci pozostać w pamięci przez długie lata.-powiedział Robinson, czułym głosem.
-Mam 16 lat! Jestem dorosła... Nie jestem już dzieckiem!
-Jesteś dzieckiem. Koniec tematu. Idź do swojego pokoju. Wrócimy niedługo.- Maks zaczął zachowywać się jak jej ojciec, nie brat, ale trudno się dziwić, młodzieniec czuł się odpowiedzialny za siostrę.
-Nie!-dziewczyna się nadal sprzeciwiała. Robinson usiadł obok niej i objął nastolatkę ramieniem, co bardzo ją zdziwiło.
-Z własnego doświadczenia wiem, jak to jest: całymi latami miałem przed oczami obraz zmasakrowanego ciała. Byłem wtedy w twoim wieku... może nawet byłem trochę starszy. Uwierz mi, nie chcę, żebyś ty też przez to przeszła.
-Jeżeli zostanę tu, obiecuję, że znajdziecie mnie tu martwą!- sprytnie zaczęła szantażować mężczyzn.- Podetnę sobie żyły, albo wyskoczę z okna, gdy wy tylko wyjdziecie z domu. Będziecie mnie mieli na sumieniu!- gdy to powiedziała, Maks i Rob wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-Poczekajcie chwilę. Zadzwonię do Haywarda, zapytam, czy jest aż tak źle- powiedział wreszcie detektyw i znów wyszedł z pomieszczenia.
-Kim jest Hayward?
-Policjantem, pewnie prowadzi tę sprawę.- Maks zaczął już zakładać kurtkę przeciwdeszczową
-Jesteś kimś w rodzaju dr. Watsona?
-Powinnaś odpocząć od Sherlocka Holmesa. Zaczyna wypalać ci mózg- Dziewczyna spiorunowała brata wzrokiem i spojrzała na niego z dezaprobatą, ale tylko zapytała:
-Czy Robinson jest detektywem doradczym?
-Tak, w pewnym sensie.- oboje usłyszeli głos Willsona:
-Możesz z nami iść zbieraj się- mówiąc to, Rob ubrał buty i złapał za swój czarny parasol. Dziewczyna nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu, który rozjaśnił jej twarz.
-Nie. Jesteś zbyt młoda. Co ja powiem naszym rodzicom, gdy coś ci się stanie!? Mordercy jeszcze nie schwytano. Może dalej się gdzieś tam czaić.
-Nino, zrozum, zamordowana osoba...ten obraz może ci pozostać w pamięci przez długie lata.-powiedział Robinson, czułym głosem.
-Mam 16 lat! Jestem dorosła... Nie jestem już dzieckiem!
-Jesteś dzieckiem. Koniec tematu. Idź do swojego pokoju. Wrócimy niedługo.- Maks zaczął zachowywać się jak jej ojciec, nie brat, ale trudno się dziwić, młodzieniec czuł się odpowiedzialny za siostrę.
-Nie!-dziewczyna się nadal sprzeciwiała. Robinson usiadł obok niej i objął nastolatkę ramieniem, co bardzo ją zdziwiło.
-Z własnego doświadczenia wiem, jak to jest: całymi latami miałem przed oczami obraz zmasakrowanego ciała. Byłem wtedy w twoim wieku... może nawet byłem trochę starszy. Uwierz mi, nie chcę, żebyś ty też przez to przeszła.
-Jeżeli zostanę tu, obiecuję, że znajdziecie mnie tu martwą!- sprytnie zaczęła szantażować mężczyzn.- Podetnę sobie żyły, albo wyskoczę z okna, gdy wy tylko wyjdziecie z domu. Będziecie mnie mieli na sumieniu!- gdy to powiedziała, Maks i Rob wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-Poczekajcie chwilę. Zadzwonię do Haywarda, zapytam, czy jest aż tak źle- powiedział wreszcie detektyw i znów wyszedł z pomieszczenia.
-Kim jest Hayward?
-Policjantem, pewnie prowadzi tę sprawę.- Maks zaczął już zakładać kurtkę przeciwdeszczową
-Jesteś kimś w rodzaju dr. Watsona?
-Powinnaś odpocząć od Sherlocka Holmesa. Zaczyna wypalać ci mózg- Dziewczyna spiorunowała brata wzrokiem i spojrzała na niego z dezaprobatą, ale tylko zapytała:
-Czy Robinson jest detektywem doradczym?
-Tak, w pewnym sensie.- oboje usłyszeli głos Willsona:
-Możesz z nami iść zbieraj się- mówiąc to, Rob ubrał buty i złapał za swój czarny parasol. Dziewczyna nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu, który rozjaśnił jej twarz.
Rozdział II -Upragnione spotkanie
Rodzeństwo właśnie schodziło z promu. Serce Niny zaczęło bić szybciej. Byli już w Anglii. Ukochanej Anglii.
Kolejnym krokiem podróży było tylko dotarcie do stolicy. Gdy szli już do mieszkania Maksa, student jakby sobie coś nagle przypomniał.
-Nina, umiesz się dogadać po Angielsku?
-Jasne. Mam paru znajomych Sherlockians, z którymi często piszę i rozmawiam po angielsku, ale na wszelki wypadek mam słownik polsko-angielski.
-To dobrze.
- Zastanawia mnie tylko, czy uda mi się dogadać z Robinsonem... Jak go zobaczę, chyba zapomnę wszystkich angielskich słów i zwrotów!
-Nie szkodzi. - uśmiechnął się
-Jak to? Totalnie się ośmieszę przed swoim idolem!
- To już tu.- Maks otworzył drzwi i razem weszli do dosyć sporego przedpokoju, po lewej stronie widniały schody na wyższe piętro, a po prawej- wieszaki na ubrania i para jakichś drzwi.
-Idź na górę, ja zaraz wniosę twoje walizki.
-Sama sobie poradzę.
-Jak chcesz.- Na te słowa, dziewczyna zareagowała szerokim uśmiechem. Lubiła być samodzielna i niezależna, nawet taki drobiazg, jak pomoc przy wnoszeniu bagażu nieźle potrafił zepsuć jej humor. Powoli wtaszczyła na górę ciężką walizkę, torbę i plecak, które stanowiły cały jej bagaż. Zaraz miała spotkać swojego idola! Zaraz za dziewczynom, wszedł jej brat. Gdy byli już na piętrze, pokazał siostrze drzwi.
-To będzie twój pokój. Rozpakuj się i przyjdź do salonu- Sam poszedł do salonu, umiejscowionego na przeciw pokoju Niny. Nastolatka wbiegła do swojej tymczasowej sypialni i zaczęła jak najszybciej wypakowywać ubrania i schludnie układać je w szafie. Stwierdziła, że bluza, w której była nie jest dość dobrym ubraniem, jak na takie przeżycie. Założyła ładniejsze ciuchy, a gdy była już gotowa, rozejrzała się po pokoju. Po prawej stronie, od wejścia, widniało duże łóżko, na którym obecnie siedziała, obok widniała szafa. Na przeciw drzwi, było okno, a pod nim biurko i wygodne krzesło. Zaraz obok ustawiono mnóstwo regałów na książki. Ujrzała znane sobie tytuły, jak "Sherlock Holmes the study on scarlet", czy chociażby jej ulubioną powieść fantasy- "Hobbit" Większości książek nie znała, była jednak pewna, że spędzi przy nich połowę wakacji... Gdy już odetchnęła po podróży, poprawiła jeszcze fryzurę i wyszła z pokoju. Niepewnie przeszła przez korytarz, a gdy dotarła do drzwi, za którymi miała spotkać Robinsona, zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia, jak się z nim przywitać. Postanowiła improwizować. Weszła, zobaczyła rozległe pomieszczenie, w którym były umieszczone trzy wygodne fotele, sofa, stolik i parę innych rzeczy. Przy oknie stała postać ubrana w dżinsy, białą koszulę i czarną marynarkę. To był On- Robinson Willson.
-Hello- Zaczęła po angielsku. Na jej słowa, mężczyzna odwrócił się twarzą w stronę dziewczyny. Uśmiechął się i, nie odwracając od niej wzroku, zwrócił się z wyrzutem do Maksa.
-Nie powiedziałeś jej.- wypowiedział to zdanie idealną polszczyzną. Dziewczyna, bardzo zdziwiona, zrobiła dziwną minę.
-Witaj, ty musisz być Nina. Siadaj, rozgość się. -wskazał na fotel
-Jestem pana największą fanką! - usiadła
-Miło mi. Mów mi Rob.
-Mi mówiłaś, że wolisz Sherlocka Holmesa- droczył się Maks.
-Przymknij się!- w tej chwili wszyscy zaśmiali się szczerze.
-Zdziwiło cię, gdy użyłem języka polskiego.- Zauważył Robinson, kilka minut później. Nina przytaknęła.
-Pochodzę z Polski. Przyjechałem tu jeszcze jako dzieciak, ale dokładnie pamiętam swoją ojczyznę. Widzę, że ty nie marzysz o niczym innym, jak o ucieczce do Anglii.
-Jak ty to...
-Sztuka abdukcji.
-No, tak... Sherlock Holmes używał dedukcji, czym to się różni.
-Mylisz się, Holmes również posługiwał się abdukcją, tylko Conan Doyle się na tym nie znał.
-Czytałeś "Sherlocka Holmesa"?
-Oczywiście, jako dziecko, wyobrażałem sobie, że kiedyś też taki będę.
-Jesteś dokładnie taki, jak on... może tylko trochę bardziej... ludzki, nie jesteś narkomanem i nie grasz na skrzypcach... ale pod względem umysłu, jesteś taki, jak on!
-Bez przesady. -uśmiechnął się mimowolnie. W głębi serca, chciał to usłyszeć.
-Nie męcz tak Robiego, Nino. - rozkazał Maksymilian. Akurat, gdy to powiedział, zadzwonił telefon.
-Wybaczcie na chwilę- Robinson wyjął swojego smartfona i wyszedł z salonu. Po kilku minutach wrócił do rodzeństwa, które znów się o coś sprzeczało.
-Nowa sprawa. Maks, zbieraj się.-nakazał krótko detektyw.
-Jasne- Maks wstał z fotela, a Nina niepewnie zapytała:
-Też mogę iść?
-Niestety, jesteś nieletnia, a sprawa jest poważna... to morderstwo, no wiesz, nie mamy prawa cię tam zabrać.
Kolejnym krokiem podróży było tylko dotarcie do stolicy. Gdy szli już do mieszkania Maksa, student jakby sobie coś nagle przypomniał.
-Nina, umiesz się dogadać po Angielsku?
-Jasne. Mam paru znajomych Sherlockians, z którymi często piszę i rozmawiam po angielsku, ale na wszelki wypadek mam słownik polsko-angielski.
-To dobrze.
- Zastanawia mnie tylko, czy uda mi się dogadać z Robinsonem... Jak go zobaczę, chyba zapomnę wszystkich angielskich słów i zwrotów!
-Nie szkodzi. - uśmiechnął się
-Jak to? Totalnie się ośmieszę przed swoim idolem!
- To już tu.- Maks otworzył drzwi i razem weszli do dosyć sporego przedpokoju, po lewej stronie widniały schody na wyższe piętro, a po prawej- wieszaki na ubrania i para jakichś drzwi.
-Idź na górę, ja zaraz wniosę twoje walizki.
-Sama sobie poradzę.
-Jak chcesz.- Na te słowa, dziewczyna zareagowała szerokim uśmiechem. Lubiła być samodzielna i niezależna, nawet taki drobiazg, jak pomoc przy wnoszeniu bagażu nieźle potrafił zepsuć jej humor. Powoli wtaszczyła na górę ciężką walizkę, torbę i plecak, które stanowiły cały jej bagaż. Zaraz miała spotkać swojego idola! Zaraz za dziewczynom, wszedł jej brat. Gdy byli już na piętrze, pokazał siostrze drzwi.
-To będzie twój pokój. Rozpakuj się i przyjdź do salonu- Sam poszedł do salonu, umiejscowionego na przeciw pokoju Niny. Nastolatka wbiegła do swojej tymczasowej sypialni i zaczęła jak najszybciej wypakowywać ubrania i schludnie układać je w szafie. Stwierdziła, że bluza, w której była nie jest dość dobrym ubraniem, jak na takie przeżycie. Założyła ładniejsze ciuchy, a gdy była już gotowa, rozejrzała się po pokoju. Po prawej stronie, od wejścia, widniało duże łóżko, na którym obecnie siedziała, obok widniała szafa. Na przeciw drzwi, było okno, a pod nim biurko i wygodne krzesło. Zaraz obok ustawiono mnóstwo regałów na książki. Ujrzała znane sobie tytuły, jak "Sherlock Holmes the study on scarlet", czy chociażby jej ulubioną powieść fantasy- "Hobbit" Większości książek nie znała, była jednak pewna, że spędzi przy nich połowę wakacji... Gdy już odetchnęła po podróży, poprawiła jeszcze fryzurę i wyszła z pokoju. Niepewnie przeszła przez korytarz, a gdy dotarła do drzwi, za którymi miała spotkać Robinsona, zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia, jak się z nim przywitać. Postanowiła improwizować. Weszła, zobaczyła rozległe pomieszczenie, w którym były umieszczone trzy wygodne fotele, sofa, stolik i parę innych rzeczy. Przy oknie stała postać ubrana w dżinsy, białą koszulę i czarną marynarkę. To był On- Robinson Willson.
-Hello- Zaczęła po angielsku. Na jej słowa, mężczyzna odwrócił się twarzą w stronę dziewczyny. Uśmiechął się i, nie odwracając od niej wzroku, zwrócił się z wyrzutem do Maksa.
-Nie powiedziałeś jej.- wypowiedział to zdanie idealną polszczyzną. Dziewczyna, bardzo zdziwiona, zrobiła dziwną minę.
-Witaj, ty musisz być Nina. Siadaj, rozgość się. -wskazał na fotel
-Jestem pana największą fanką! - usiadła
-Miło mi. Mów mi Rob.
-Mi mówiłaś, że wolisz Sherlocka Holmesa- droczył się Maks.
-Przymknij się!- w tej chwili wszyscy zaśmiali się szczerze.
-Zdziwiło cię, gdy użyłem języka polskiego.- Zauważył Robinson, kilka minut później. Nina przytaknęła.
-Pochodzę z Polski. Przyjechałem tu jeszcze jako dzieciak, ale dokładnie pamiętam swoją ojczyznę. Widzę, że ty nie marzysz o niczym innym, jak o ucieczce do Anglii.
-Jak ty to...
-Sztuka abdukcji.
-No, tak... Sherlock Holmes używał dedukcji, czym to się różni.
-Mylisz się, Holmes również posługiwał się abdukcją, tylko Conan Doyle się na tym nie znał.
-Czytałeś "Sherlocka Holmesa"?
-Oczywiście, jako dziecko, wyobrażałem sobie, że kiedyś też taki będę.
-Jesteś dokładnie taki, jak on... może tylko trochę bardziej... ludzki, nie jesteś narkomanem i nie grasz na skrzypcach... ale pod względem umysłu, jesteś taki, jak on!
-Bez przesady. -uśmiechnął się mimowolnie. W głębi serca, chciał to usłyszeć.
-Nie męcz tak Robiego, Nino. - rozkazał Maksymilian. Akurat, gdy to powiedział, zadzwonił telefon.
-Wybaczcie na chwilę- Robinson wyjął swojego smartfona i wyszedł z salonu. Po kilku minutach wrócił do rodzeństwa, które znów się o coś sprzeczało.
-Nowa sprawa. Maks, zbieraj się.-nakazał krótko detektyw.
-Jasne- Maks wstał z fotela, a Nina niepewnie zapytała:
-Też mogę iść?
-Niestety, jesteś nieletnia, a sprawa jest poważna... to morderstwo, no wiesz, nie mamy prawa cię tam zabrać.
piątek, 30 października 2015
Rozdział I- podróż Niny
- Ile jeszcze mam czekać, Nin?! Zaraz się spóźnimy!- piękna, ciemnowłosa nastolatka usłyszała zniecierpliwiony głos swojego 19- letniego brata.
-Już idę!- Krzyknęła dziewczyna wsadzając do plecaka swoją ulubioną powieść autorstwa Arthura Conan Doyle, i wybiegła z pokoju, dzierżąc walizkę. Ubrała buty i kurtkę.
-Znów wzięłaś tę idiotyczną książkę, prawda?- Rodzeństwo było już w pociągu.
-A co cię to obchodzi!? Mam 16 lat. Nie ty decydujesz, co czytam, jasne? - wycedziła przez zęby, z miną wyrażającą chęć zamordowania starszego brata. - Nic się nie zmieniłeś...-dodała po chwili
-A ty stałaś się jeszcze wredniejsza, siostrzyczko- droczył się Maksymilian z szerokim uśmiechem na twarzy. Zapadło milczenie. Nina chciała coś mu odpowiedzieć, ale nagle zobaczyła bardzo piękny krajobraz za oknem. "cudownie tu", przemknęło jej przez myśl. Po chwil, gdy jej zachwyt nieco przygasł, wyjęła telefon i, niespiesznie, zaczęła przeglądać internet, zapominając o docinkach brata. Maks patrzył na nią chwilę, po czym zajął się własnymi sprawami; Mimo tego, że eskortował siostrę, to jeszcze miał masę pracy, w końcu student nigdy nie odpoczywa. Gdy skończył, spostrzegł, że zaraz będą na miejscu.
- Szykuj się, zaraz wysiadamy.- na te słowa jego siostra zdjęła słuchawki i włożyła je do walizki
-Później na prom i do Londynu?- zapytała podekscytowana nastolatka
-Tak, w dużym skrócie
-Powiesz mi... jak tam jest?
-Bardzo fajne miasto, myślę, że ci się spodoba. W końcu chcąc, nie chcąc musisz tam spędzić kolejne dwa miesiące.
-Czy ten detektyw, o którym ostatnio było głośno, mieszka w stolicy?
-Detektyw? Chodzi ci o Robinsona Willsona?
-Nie, o Sherlocka Holmesa, wiesz?!- powiedziała sarkastycznie - oczywiście, że o Willsona
-Mieszkam z nim.
-Co takiego!?
-No... Jest moim współlokatorem. Trochę dziwny facet, ale da się przyzwyczaić...
-Będę pod jednym dachem z największym detektywem naszych czasów?- nie dowierzała
-Jeśli tak to rozumiesz...- w tym momencie pociąg się zatrzymał. Rodzeństwo zgodnie wstało i wyszło z pojazdu. Maks i Nina niespiesznie poszli na pizzę, a później na prom.
Nina pierwszy raz płynęła do Anglii. Dziewczyna była bardzo podekscytowana. W końcu miała wreszcie znaleźć się w mieście Sherlocka Holmesa, które tak idealnie opisał Conan Doyle, w domu, w którym obecnie mieszka Robinson Willson, w mieście, które tak pokochała, oglądając ulubiony serial o Holmesie, czytając "Piratikę", czy chociażby rozmawiając ze znajomymi stamtąd. W przyszłości ma zamiar tam zamieszkać, może jej się uda, kto wie...- gdy tak rozmyślała, kołysana lekkimi falami, jej brat kontynuował pracę na studia. Dziewczyna nagle przypomniała sobie o swoich szkicach. Szybko wyjęła z walizki szkicownik i przybory do rysowania. Zagłębiła się w sztuce, a jej dłoń powoli kreśliła na kartce kolejne linie, z których po kilku godzinach, spędzonych z ołówkiem w ręce, wyłoniła się postać, a właściwie portret jakiegoś mężczyzny. Dokonała kilku poprawek... tak, teraz już było widać- narysowała ulubioną postać z ukochanego serialu- Sherlocka. Spojrzała krytycznym wzrokiem na dzieło i je podpisała. Wciąż rozmyślała o sowim idolu. Nie mogła się doczekać, żeby go poznać. Miała nadzieję, że Robinson Willson choć trochę przypomina Sherlocka Holmesa.
_____
-Już idę!- Krzyknęła dziewczyna wsadzając do plecaka swoją ulubioną powieść autorstwa Arthura Conan Doyle, i wybiegła z pokoju, dzierżąc walizkę. Ubrała buty i kurtkę.
-Znów wzięłaś tę idiotyczną książkę, prawda?- Rodzeństwo było już w pociągu.
-A co cię to obchodzi!? Mam 16 lat. Nie ty decydujesz, co czytam, jasne? - wycedziła przez zęby, z miną wyrażającą chęć zamordowania starszego brata. - Nic się nie zmieniłeś...-dodała po chwili
-A ty stałaś się jeszcze wredniejsza, siostrzyczko- droczył się Maksymilian z szerokim uśmiechem na twarzy. Zapadło milczenie. Nina chciała coś mu odpowiedzieć, ale nagle zobaczyła bardzo piękny krajobraz za oknem. "cudownie tu", przemknęło jej przez myśl. Po chwil, gdy jej zachwyt nieco przygasł, wyjęła telefon i, niespiesznie, zaczęła przeglądać internet, zapominając o docinkach brata. Maks patrzył na nią chwilę, po czym zajął się własnymi sprawami; Mimo tego, że eskortował siostrę, to jeszcze miał masę pracy, w końcu student nigdy nie odpoczywa. Gdy skończył, spostrzegł, że zaraz będą na miejscu.
- Szykuj się, zaraz wysiadamy.- na te słowa jego siostra zdjęła słuchawki i włożyła je do walizki
-Później na prom i do Londynu?- zapytała podekscytowana nastolatka
-Tak, w dużym skrócie
-Powiesz mi... jak tam jest?
-Bardzo fajne miasto, myślę, że ci się spodoba. W końcu chcąc, nie chcąc musisz tam spędzić kolejne dwa miesiące.
-Czy ten detektyw, o którym ostatnio było głośno, mieszka w stolicy?
-Detektyw? Chodzi ci o Robinsona Willsona?
-Nie, o Sherlocka Holmesa, wiesz?!- powiedziała sarkastycznie - oczywiście, że o Willsona
-Mieszkam z nim.
-Co takiego!?
-No... Jest moim współlokatorem. Trochę dziwny facet, ale da się przyzwyczaić...
-Będę pod jednym dachem z największym detektywem naszych czasów?- nie dowierzała
-Jeśli tak to rozumiesz...- w tym momencie pociąg się zatrzymał. Rodzeństwo zgodnie wstało i wyszło z pojazdu. Maks i Nina niespiesznie poszli na pizzę, a później na prom.
Nina pierwszy raz płynęła do Anglii. Dziewczyna była bardzo podekscytowana. W końcu miała wreszcie znaleźć się w mieście Sherlocka Holmesa, które tak idealnie opisał Conan Doyle, w domu, w którym obecnie mieszka Robinson Willson, w mieście, które tak pokochała, oglądając ulubiony serial o Holmesie, czytając "Piratikę", czy chociażby rozmawiając ze znajomymi stamtąd. W przyszłości ma zamiar tam zamieszkać, może jej się uda, kto wie...- gdy tak rozmyślała, kołysana lekkimi falami, jej brat kontynuował pracę na studia. Dziewczyna nagle przypomniała sobie o swoich szkicach. Szybko wyjęła z walizki szkicownik i przybory do rysowania. Zagłębiła się w sztuce, a jej dłoń powoli kreśliła na kartce kolejne linie, z których po kilku godzinach, spędzonych z ołówkiem w ręce, wyłoniła się postać, a właściwie portret jakiegoś mężczyzny. Dokonała kilku poprawek... tak, teraz już było widać- narysowała ulubioną postać z ukochanego serialu- Sherlocka. Spojrzała krytycznym wzrokiem na dzieło i je podpisała. Wciąż rozmyślała o sowim idolu. Nie mogła się doczekać, żeby go poznać. Miała nadzieję, że Robinson Willson choć trochę przypomina Sherlocka Holmesa.
_____
![]() |
| Szkic Niny |
Subskrybuj:
Posty (Atom)

