Nina długo nie mogła zasnąć,wciąż przed oczami miała tę wykrzywioną w grymasie przerażenia twarz ciągle pamiętała te ślady krwi ofiary. Na samą myśl robiło jej się niedobrze, ale jednak coś jeszcze utkwiło jej w pamięci... coś intrygowało dziewczynę, coś pamiętała, tylko czym jest to "coś"? Nastolatka przewróciła się z boku na bok. Chciała zapomnieć o tej sprawie kryminalnej. Gdy kiedyś marzyła o byciu taką jak Sherlock Holmes, czy choćby, jak Robinson (swoją drogą czemu Polak nazywa się Robinson Willson? Przecież to nie jest polskie imię, ani nazwisko!), wszystko wyglądało inaczej. Wyobrażała sobie zwykłą postać leżącą na podłodze, może troszkę krwi i siebie samą stojącą nad ciałem z zaciekawieniem badając pozornie nic nie znaczące rzeczy... nie wiedziała, że to będzie TAK wyglądało! Chciała już do domu, do rodziców. Może i to trochę dziecinne, ale czy to coś złego, że jeszcze jest dzieckiem? Najważniejsze jest to, by być sobą.
Mogłaby teraz być pogrążona w sennych marzeniach o zostaniu wielkim detektywem, zamiast wspominać swoją pierwszą "porażkę", jak zaczęła nazywać reakcję jej organizmu na ofiarę. Nie chciała rozpatrywać tak poprzedniego dnia, ale coś nie dawało jej spokoju. Wreszcie odpuściła, i tak nie zaśnie tej nocy! Wyjęła laptopa i zaczęła przeglądać Internet. Bezwiednie wpisała w wyszukiwarce "Sherlock". Po chwili namysłu dopisała "Fanfick pl". Miała nadzieję, że znajdzie coś ciekawego, ale znaczna większość historii, które w ten sposób poznała były jak dla niej co najmniej dziwne. Mystrade, Johnolck, Sheriarty,... czego to ludzie nie wymyślą? Właściwie jedno z opowiadań nawet jej się spodobało; Sherlolly nawet miało trochę sensu... No nic, chyba lepiej będzie wrócić do lektury Sherlocka Holmesa... Chociaż nie! W cyklu książek są przecież SPOILERY do kolejnych odcinków serialu, poza tym, kryminały to nie jest najlepszy pomysł na książki w tym stanie. Cóż, chyba zostało nudzenie się i użalanie się nad sobą. Nina nagle wpadła na fantastyczny pomysł: rysunek. Wyłączyła komputer, włączyła światło i usiadła na łóżku. Zastanawiając się, która może być godzina, sięgnęła po swojego smartfona. Już po 2.30. Gdy nastolatka wyciągnęła kartki i ołówki zorientowała się, że powinna już dawno spać, a Maks, lub Rob mogą przebywać w okolicach jej pokoju i zobaczyć blask lampy, wyłaniający się ze szczelin nad i pod drzwiami. Dziewczyna zgasiła światło i chwilę siedziała w ciemności, nad pustą kartką. Wreszcie jej wzrok nieco przyzwyczaił się do panującego mroku, ale nie aż na tyle, by coś narysować. Od czego jest latarka, prawda? To jednak nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać. Latarka nie świeciła idealnie nad rysunkiem. Trzeba było ją trzymać, tylko jak?! Gdy próbowała trzymać ręką, przypomniała sobie o rysunku i o tym, że ręka jest potrzebna do rysowania. Może jakoś głową? Przyciskała latarkę policzkiem do ramienia. No, dobra, może i miała wolne ręce, ale światło nie chciało padać na kartkę... i było niewygodnie. Po kilku godzinach, Nina już chciała się poddać i wrócić do próby zaśnięcia, usłyszała jakieś kroki w korytarzu. Czyżby Maks, albo Robinson zobaczył, że światło w pokoju nastolatki chwilę było włączone? Oby nie. Do jej uszu dotarł jeszcze jeden dźwięk. To Rob, prawdopodobnie rozmawiał przez telefon. Dziewczyna sprawdziła godzinę. Była 4:12. O tej porze chyba mogła już nie spać? Odsłoniła okno. Na dworze panował półmrok, a lampy uliczne już gasły. Teraz wykonanie rysunku nie sprawi jej większych problemów. Położyła kartkę na biurku i zaczęła nakreślać jakieś linie, żeby tylko nie myśleć o wczorajszej przygodzie. Na jej nieszczęście, detektyw mówił dosyć głośno, tak, że mogła wszystko idealnie usłyszeć. Mimowolnie dowiedziała się kilku kolejnych rzeczy na temat morderstwa z poprzedniego dnia.
~~~~
Od autorki: Przepraszam za tak długą przerwę w pisaniu! Ostatnio miałam dużo na głowie, a wolnej chwili- brak. Cały ten rozdział powstał podczas kilku nudnych lekcji. ;) Na szczęście już mam trochę więcej czasu, więc kolejne rozdziały na pewno będą pojawiały się częściej. Dziękuję, że ze mną jesteście. :)
wtorek, 24 listopada 2015
niedziela, 8 listopada 2015
Rozdział IV Tajemniczy trup
- Nie weźmiemy taksówki? - Dziewczyna nie chciała zmoknąć. Wyglądałaby wtedy okropnie, Robinson widziałby ją w tym stanie! Bez słowa, mężczyźni ruszyli.
-To niedaleko - Willson spojrzał na nastolatkę, po czym od razu domyślił się, o co chodzi. - Jak nie chcesz zniszczyć fryzury to przybliż się do mnie. - rozłożył parasol, a Nina nie bez zachwytu podeszła bliżej, tak, aby parasol osłaniał ją przed deszczem.
- Musisz się przyzwyczaić do londyńskiej pogody. - powiedział Maks.
- Nie boję się byle deszczyku!
- Doprawdy?
- Możecie się uciszyć?! Próbuje się skoncentrować...
- Wybacz, Rob. Ona zaczęła!
- Jak dzieci...
- Nie masz rodzeństwa, Rob?- zainteresowała się Nina
- Nie, ale już koniec rozmów. Jak już mówiłem, muszę się skoncentrować na sprawie.
- Jasne, wybacz. - Od tej chwili szli w milczeniu.
Po jakichś 15 minutach, detektyw, a za nim Nina i Maks, weszli do jakiegoś domu, po drodze spotykając paru policjantów. Gdy tylko znaleźli się w środku, wysoki, barczysty mężczyzna, o piwnych oczach i czarnych włosach, sądząc po ubiorze, policjant, zatrzymał ich, przed samymi drzwiami do salonu, w którym popełniono morderstwo.
- Co ona tu robi?! - warknął wskazując na Ninę
- Jest z nami.
- Nieletnim wstęp wzbroniony!
- Ciesze się. Możemy iść już do zwłok?
- Wy tak, ona, nie! - gdy tak rozmawiali, dziewczyna wyczuła moment, w którym policjant nie patrzył w jej stronę i, niepostrzeżenie wślizgnęła się do pomieszczenia. Nagle jej oczom ukazała się sylwetka, leżąca w kącie pokoju. Wokół było pełno krwi. Nastolatka była przerażona. Zdziwieni jej obecnością funkcjonariusze już chcieli ją wyprowadzić z miejsca zbrodni, gdy wkroczył dumnie Robinson.
- Zostawcie ją - nakazał - Pomaga mi.
- Dla ciebie i tak łamiemy przepisy. - zauważył jeden z obecnych.
- Ach, czyli mogę już iść do domu. Widzę, że nie jestem tu potrzebny. Nina, Maks, idziemy.
- Nie! Przecież potrzebujemy cię! Nie możesz tak po prostu nas zostawić z tą sprawą.
- Doprawdy? Przed chwilą mówiłeś, że łamiemy przepisy, Hayward...
- Potrzebujemy cię! - powtórzył policjant
- Nic już nie rozumiem - detektyw rozłożył bezradnie ręce, ze świetnie udawanym zdziwieniem i zakłopotaniem- Ale, skoro policja łamie przepisy w sprawie mnie, to czemu nie może złamać przepisów
w sprawie nieletniej? Tak, czy siak łamiecie przepisy, a ja potrzebuję tej dziewczyny.
- Niech ci już będzie! - zgodził się Hayward
- Ile czasu tu leży? - Rob wskazał na ciało zamordowanej kobiety
- Moi ludzie uważają, że jakieś dwie, trzy godziny. Sąsiedzi słyszeli liczne strzały, z broni palnej, szybko zadzwonili po pomoc.
- Ok. Możecie nas już zostawić. - przyklęknął przy trupie, oglądał dokładnie rany, dłonie, oraz ubiór ofiary, później podszedł do ściany, uważnie ją obserwując, mruczał przy tym coś do siebie. Nina patrzyła z zachwytem na Willsona, a Maks w skupieniu śledził wzrokiem wszystkie poczynania, próbując się domyśleć, co takiego "wydedukował" już Willson. Dziewczyna zainteresowała się zwłokami. Przyjrzała się im uważnie. Ta wykrzywiona w grymasie przerażenia twarz... te oczy, ta krew oblewająca połowę jej twarzy i ubranie, w okolicach serca... to naprawdę nie wyglądało tak, jak Nina sobie wyobrażała... sam fakt, że leżąca kobieta jest martwa przyprawiał dziewczynę o mdłości.
Maks zauważył, że twarz jego siostry jest bardzo blada.
- Dobrze się czujesz?
- Tak... chyba tak. Muszę tylko zaczerpnąć świeżego powietrza. - gdy rodzeństwo rozmawiało, Rob skończył pracę. Nagle spojrzał na twarz nastolatki od razu wiedział, co jej jest.
- Już idziemy. Poczekaj chwilę - wyszedł i rozmawiał chwilę z Haywardem, po czym wrócił do Maksa i Niny.
- Chodźcie, idziemy. - wyszli z budynku i wrócili do domu tsksówką.
Maks zauważył, że twarz jego siostry jest bardzo blada.
- Dobrze się czujesz?
- Tak... chyba tak. Muszę tylko zaczerpnąć świeżego powietrza. - gdy rodzeństwo rozmawiało, Rob skończył pracę. Nagle spojrzał na twarz nastolatki od razu wiedział, co jej jest.
- Już idziemy. Poczekaj chwilę - wyszedł i rozmawiał chwilę z Haywardem, po czym wrócił do Maksa i Niny.
- Chodźcie, idziemy. - wyszli z budynku i wrócili do domu tsksówką.
niedziela, 1 listopada 2015
Rozdział III Czy uda się jej namówić detektywa?
-Maks! Powiedz mu coś! Ja muszę z wami pójść!- Dziewczyna miała już łzy w oczach
-Nie. Jesteś zbyt młoda. Co ja powiem naszym rodzicom, gdy coś ci się stanie!? Mordercy jeszcze nie schwytano. Może dalej się gdzieś tam czaić.
-Nino, zrozum, zamordowana osoba...ten obraz może ci pozostać w pamięci przez długie lata.-powiedział Robinson, czułym głosem.
-Mam 16 lat! Jestem dorosła... Nie jestem już dzieckiem!
-Jesteś dzieckiem. Koniec tematu. Idź do swojego pokoju. Wrócimy niedługo.- Maks zaczął zachowywać się jak jej ojciec, nie brat, ale trudno się dziwić, młodzieniec czuł się odpowiedzialny za siostrę.
-Nie!-dziewczyna się nadal sprzeciwiała. Robinson usiadł obok niej i objął nastolatkę ramieniem, co bardzo ją zdziwiło.
-Z własnego doświadczenia wiem, jak to jest: całymi latami miałem przed oczami obraz zmasakrowanego ciała. Byłem wtedy w twoim wieku... może nawet byłem trochę starszy. Uwierz mi, nie chcę, żebyś ty też przez to przeszła.
-Jeżeli zostanę tu, obiecuję, że znajdziecie mnie tu martwą!- sprytnie zaczęła szantażować mężczyzn.- Podetnę sobie żyły, albo wyskoczę z okna, gdy wy tylko wyjdziecie z domu. Będziecie mnie mieli na sumieniu!- gdy to powiedziała, Maks i Rob wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-Poczekajcie chwilę. Zadzwonię do Haywarda, zapytam, czy jest aż tak źle- powiedział wreszcie detektyw i znów wyszedł z pomieszczenia.
-Kim jest Hayward?
-Policjantem, pewnie prowadzi tę sprawę.- Maks zaczął już zakładać kurtkę przeciwdeszczową
-Jesteś kimś w rodzaju dr. Watsona?
-Powinnaś odpocząć od Sherlocka Holmesa. Zaczyna wypalać ci mózg- Dziewczyna spiorunowała brata wzrokiem i spojrzała na niego z dezaprobatą, ale tylko zapytała:
-Czy Robinson jest detektywem doradczym?
-Tak, w pewnym sensie.- oboje usłyszeli głos Willsona:
-Możesz z nami iść zbieraj się- mówiąc to, Rob ubrał buty i złapał za swój czarny parasol. Dziewczyna nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu, który rozjaśnił jej twarz.
-Nie. Jesteś zbyt młoda. Co ja powiem naszym rodzicom, gdy coś ci się stanie!? Mordercy jeszcze nie schwytano. Może dalej się gdzieś tam czaić.
-Nino, zrozum, zamordowana osoba...ten obraz może ci pozostać w pamięci przez długie lata.-powiedział Robinson, czułym głosem.
-Mam 16 lat! Jestem dorosła... Nie jestem już dzieckiem!
-Jesteś dzieckiem. Koniec tematu. Idź do swojego pokoju. Wrócimy niedługo.- Maks zaczął zachowywać się jak jej ojciec, nie brat, ale trudno się dziwić, młodzieniec czuł się odpowiedzialny za siostrę.
-Nie!-dziewczyna się nadal sprzeciwiała. Robinson usiadł obok niej i objął nastolatkę ramieniem, co bardzo ją zdziwiło.
-Z własnego doświadczenia wiem, jak to jest: całymi latami miałem przed oczami obraz zmasakrowanego ciała. Byłem wtedy w twoim wieku... może nawet byłem trochę starszy. Uwierz mi, nie chcę, żebyś ty też przez to przeszła.
-Jeżeli zostanę tu, obiecuję, że znajdziecie mnie tu martwą!- sprytnie zaczęła szantażować mężczyzn.- Podetnę sobie żyły, albo wyskoczę z okna, gdy wy tylko wyjdziecie z domu. Będziecie mnie mieli na sumieniu!- gdy to powiedziała, Maks i Rob wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-Poczekajcie chwilę. Zadzwonię do Haywarda, zapytam, czy jest aż tak źle- powiedział wreszcie detektyw i znów wyszedł z pomieszczenia.
-Kim jest Hayward?
-Policjantem, pewnie prowadzi tę sprawę.- Maks zaczął już zakładać kurtkę przeciwdeszczową
-Jesteś kimś w rodzaju dr. Watsona?
-Powinnaś odpocząć od Sherlocka Holmesa. Zaczyna wypalać ci mózg- Dziewczyna spiorunowała brata wzrokiem i spojrzała na niego z dezaprobatą, ale tylko zapytała:
-Czy Robinson jest detektywem doradczym?
-Tak, w pewnym sensie.- oboje usłyszeli głos Willsona:
-Możesz z nami iść zbieraj się- mówiąc to, Rob ubrał buty i złapał za swój czarny parasol. Dziewczyna nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu, który rozjaśnił jej twarz.
Rozdział II -Upragnione spotkanie
Rodzeństwo właśnie schodziło z promu. Serce Niny zaczęło bić szybciej. Byli już w Anglii. Ukochanej Anglii.
Kolejnym krokiem podróży było tylko dotarcie do stolicy. Gdy szli już do mieszkania Maksa, student jakby sobie coś nagle przypomniał.
-Nina, umiesz się dogadać po Angielsku?
-Jasne. Mam paru znajomych Sherlockians, z którymi często piszę i rozmawiam po angielsku, ale na wszelki wypadek mam słownik polsko-angielski.
-To dobrze.
- Zastanawia mnie tylko, czy uda mi się dogadać z Robinsonem... Jak go zobaczę, chyba zapomnę wszystkich angielskich słów i zwrotów!
-Nie szkodzi. - uśmiechnął się
-Jak to? Totalnie się ośmieszę przed swoim idolem!
- To już tu.- Maks otworzył drzwi i razem weszli do dosyć sporego przedpokoju, po lewej stronie widniały schody na wyższe piętro, a po prawej- wieszaki na ubrania i para jakichś drzwi.
-Idź na górę, ja zaraz wniosę twoje walizki.
-Sama sobie poradzę.
-Jak chcesz.- Na te słowa, dziewczyna zareagowała szerokim uśmiechem. Lubiła być samodzielna i niezależna, nawet taki drobiazg, jak pomoc przy wnoszeniu bagażu nieźle potrafił zepsuć jej humor. Powoli wtaszczyła na górę ciężką walizkę, torbę i plecak, które stanowiły cały jej bagaż. Zaraz miała spotkać swojego idola! Zaraz za dziewczynom, wszedł jej brat. Gdy byli już na piętrze, pokazał siostrze drzwi.
-To będzie twój pokój. Rozpakuj się i przyjdź do salonu- Sam poszedł do salonu, umiejscowionego na przeciw pokoju Niny. Nastolatka wbiegła do swojej tymczasowej sypialni i zaczęła jak najszybciej wypakowywać ubrania i schludnie układać je w szafie. Stwierdziła, że bluza, w której była nie jest dość dobrym ubraniem, jak na takie przeżycie. Założyła ładniejsze ciuchy, a gdy była już gotowa, rozejrzała się po pokoju. Po prawej stronie, od wejścia, widniało duże łóżko, na którym obecnie siedziała, obok widniała szafa. Na przeciw drzwi, było okno, a pod nim biurko i wygodne krzesło. Zaraz obok ustawiono mnóstwo regałów na książki. Ujrzała znane sobie tytuły, jak "Sherlock Holmes the study on scarlet", czy chociażby jej ulubioną powieść fantasy- "Hobbit" Większości książek nie znała, była jednak pewna, że spędzi przy nich połowę wakacji... Gdy już odetchnęła po podróży, poprawiła jeszcze fryzurę i wyszła z pokoju. Niepewnie przeszła przez korytarz, a gdy dotarła do drzwi, za którymi miała spotkać Robinsona, zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia, jak się z nim przywitać. Postanowiła improwizować. Weszła, zobaczyła rozległe pomieszczenie, w którym były umieszczone trzy wygodne fotele, sofa, stolik i parę innych rzeczy. Przy oknie stała postać ubrana w dżinsy, białą koszulę i czarną marynarkę. To był On- Robinson Willson.
-Hello- Zaczęła po angielsku. Na jej słowa, mężczyzna odwrócił się twarzą w stronę dziewczyny. Uśmiechął się i, nie odwracając od niej wzroku, zwrócił się z wyrzutem do Maksa.
-Nie powiedziałeś jej.- wypowiedział to zdanie idealną polszczyzną. Dziewczyna, bardzo zdziwiona, zrobiła dziwną minę.
-Witaj, ty musisz być Nina. Siadaj, rozgość się. -wskazał na fotel
-Jestem pana największą fanką! - usiadła
-Miło mi. Mów mi Rob.
-Mi mówiłaś, że wolisz Sherlocka Holmesa- droczył się Maks.
-Przymknij się!- w tej chwili wszyscy zaśmiali się szczerze.
-Zdziwiło cię, gdy użyłem języka polskiego.- Zauważył Robinson, kilka minut później. Nina przytaknęła.
-Pochodzę z Polski. Przyjechałem tu jeszcze jako dzieciak, ale dokładnie pamiętam swoją ojczyznę. Widzę, że ty nie marzysz o niczym innym, jak o ucieczce do Anglii.
-Jak ty to...
-Sztuka abdukcji.
-No, tak... Sherlock Holmes używał dedukcji, czym to się różni.
-Mylisz się, Holmes również posługiwał się abdukcją, tylko Conan Doyle się na tym nie znał.
-Czytałeś "Sherlocka Holmesa"?
-Oczywiście, jako dziecko, wyobrażałem sobie, że kiedyś też taki będę.
-Jesteś dokładnie taki, jak on... może tylko trochę bardziej... ludzki, nie jesteś narkomanem i nie grasz na skrzypcach... ale pod względem umysłu, jesteś taki, jak on!
-Bez przesady. -uśmiechnął się mimowolnie. W głębi serca, chciał to usłyszeć.
-Nie męcz tak Robiego, Nino. - rozkazał Maksymilian. Akurat, gdy to powiedział, zadzwonił telefon.
-Wybaczcie na chwilę- Robinson wyjął swojego smartfona i wyszedł z salonu. Po kilku minutach wrócił do rodzeństwa, które znów się o coś sprzeczało.
-Nowa sprawa. Maks, zbieraj się.-nakazał krótko detektyw.
-Jasne- Maks wstał z fotela, a Nina niepewnie zapytała:
-Też mogę iść?
-Niestety, jesteś nieletnia, a sprawa jest poważna... to morderstwo, no wiesz, nie mamy prawa cię tam zabrać.
Kolejnym krokiem podróży było tylko dotarcie do stolicy. Gdy szli już do mieszkania Maksa, student jakby sobie coś nagle przypomniał.
-Nina, umiesz się dogadać po Angielsku?
-Jasne. Mam paru znajomych Sherlockians, z którymi często piszę i rozmawiam po angielsku, ale na wszelki wypadek mam słownik polsko-angielski.
-To dobrze.
- Zastanawia mnie tylko, czy uda mi się dogadać z Robinsonem... Jak go zobaczę, chyba zapomnę wszystkich angielskich słów i zwrotów!
-Nie szkodzi. - uśmiechnął się
-Jak to? Totalnie się ośmieszę przed swoim idolem!
- To już tu.- Maks otworzył drzwi i razem weszli do dosyć sporego przedpokoju, po lewej stronie widniały schody na wyższe piętro, a po prawej- wieszaki na ubrania i para jakichś drzwi.
-Idź na górę, ja zaraz wniosę twoje walizki.
-Sama sobie poradzę.
-Jak chcesz.- Na te słowa, dziewczyna zareagowała szerokim uśmiechem. Lubiła być samodzielna i niezależna, nawet taki drobiazg, jak pomoc przy wnoszeniu bagażu nieźle potrafił zepsuć jej humor. Powoli wtaszczyła na górę ciężką walizkę, torbę i plecak, które stanowiły cały jej bagaż. Zaraz miała spotkać swojego idola! Zaraz za dziewczynom, wszedł jej brat. Gdy byli już na piętrze, pokazał siostrze drzwi.
-To będzie twój pokój. Rozpakuj się i przyjdź do salonu- Sam poszedł do salonu, umiejscowionego na przeciw pokoju Niny. Nastolatka wbiegła do swojej tymczasowej sypialni i zaczęła jak najszybciej wypakowywać ubrania i schludnie układać je w szafie. Stwierdziła, że bluza, w której była nie jest dość dobrym ubraniem, jak na takie przeżycie. Założyła ładniejsze ciuchy, a gdy była już gotowa, rozejrzała się po pokoju. Po prawej stronie, od wejścia, widniało duże łóżko, na którym obecnie siedziała, obok widniała szafa. Na przeciw drzwi, było okno, a pod nim biurko i wygodne krzesło. Zaraz obok ustawiono mnóstwo regałów na książki. Ujrzała znane sobie tytuły, jak "Sherlock Holmes the study on scarlet", czy chociażby jej ulubioną powieść fantasy- "Hobbit" Większości książek nie znała, była jednak pewna, że spędzi przy nich połowę wakacji... Gdy już odetchnęła po podróży, poprawiła jeszcze fryzurę i wyszła z pokoju. Niepewnie przeszła przez korytarz, a gdy dotarła do drzwi, za którymi miała spotkać Robinsona, zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia, jak się z nim przywitać. Postanowiła improwizować. Weszła, zobaczyła rozległe pomieszczenie, w którym były umieszczone trzy wygodne fotele, sofa, stolik i parę innych rzeczy. Przy oknie stała postać ubrana w dżinsy, białą koszulę i czarną marynarkę. To był On- Robinson Willson.
-Hello- Zaczęła po angielsku. Na jej słowa, mężczyzna odwrócił się twarzą w stronę dziewczyny. Uśmiechął się i, nie odwracając od niej wzroku, zwrócił się z wyrzutem do Maksa.
-Nie powiedziałeś jej.- wypowiedział to zdanie idealną polszczyzną. Dziewczyna, bardzo zdziwiona, zrobiła dziwną minę.
-Witaj, ty musisz być Nina. Siadaj, rozgość się. -wskazał na fotel
-Jestem pana największą fanką! - usiadła
-Miło mi. Mów mi Rob.
-Mi mówiłaś, że wolisz Sherlocka Holmesa- droczył się Maks.
-Przymknij się!- w tej chwili wszyscy zaśmiali się szczerze.
-Zdziwiło cię, gdy użyłem języka polskiego.- Zauważył Robinson, kilka minut później. Nina przytaknęła.
-Pochodzę z Polski. Przyjechałem tu jeszcze jako dzieciak, ale dokładnie pamiętam swoją ojczyznę. Widzę, że ty nie marzysz o niczym innym, jak o ucieczce do Anglii.
-Jak ty to...
-Sztuka abdukcji.
-No, tak... Sherlock Holmes używał dedukcji, czym to się różni.
-Mylisz się, Holmes również posługiwał się abdukcją, tylko Conan Doyle się na tym nie znał.
-Czytałeś "Sherlocka Holmesa"?
-Oczywiście, jako dziecko, wyobrażałem sobie, że kiedyś też taki będę.
-Jesteś dokładnie taki, jak on... może tylko trochę bardziej... ludzki, nie jesteś narkomanem i nie grasz na skrzypcach... ale pod względem umysłu, jesteś taki, jak on!
-Bez przesady. -uśmiechnął się mimowolnie. W głębi serca, chciał to usłyszeć.
-Nie męcz tak Robiego, Nino. - rozkazał Maksymilian. Akurat, gdy to powiedział, zadzwonił telefon.
-Wybaczcie na chwilę- Robinson wyjął swojego smartfona i wyszedł z salonu. Po kilku minutach wrócił do rodzeństwa, które znów się o coś sprzeczało.
-Nowa sprawa. Maks, zbieraj się.-nakazał krótko detektyw.
-Jasne- Maks wstał z fotela, a Nina niepewnie zapytała:
-Też mogę iść?
-Niestety, jesteś nieletnia, a sprawa jest poważna... to morderstwo, no wiesz, nie mamy prawa cię tam zabrać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)