niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział IV Tajemniczy trup

 - Nie weźmiemy taksówki? - Dziewczyna nie chciała zmoknąć. Wyglądałaby wtedy okropnie, Robinson widziałby ją w tym stanie! Bez słowa, mężczyźni ruszyli.
-To niedaleko - Willson spojrzał na nastolatkę, po czym od razu domyślił się, o co chodzi. - Jak nie chcesz zniszczyć fryzury to przybliż się do mnie. - rozłożył parasol, a Nina nie bez zachwytu podeszła bliżej, tak, aby parasol osłaniał ją przed deszczem.
 - Musisz się przyzwyczaić do londyńskiej pogody. - powiedział Maks.
 - Nie boję się byle deszczyku!
 - Doprawdy?
 - Możecie się uciszyć?! Próbuje się skoncentrować...
 - Wybacz, Rob. Ona zaczęła!
 - Jak dzieci...
 - Nie masz rodzeństwa, Rob?- zainteresowała się Nina
 - Nie, ale już koniec rozmów. Jak już mówiłem, muszę się skoncentrować na sprawie.
 - Jasne, wybacz. - Od tej chwili szli w milczeniu.
Po jakichś 15 minutach, detektyw, a za nim Nina i Maks, weszli do jakiegoś domu, po drodze spotykając paru policjantów. Gdy tylko znaleźli się w środku, wysoki, barczysty mężczyzna, o piwnych oczach i czarnych włosach, sądząc po ubiorze, policjant, zatrzymał ich, przed samymi drzwiami do salonu, w którym popełniono morderstwo. 
 - Co ona tu robi?! - warknął wskazując na Ninę
 - Jest z nami.
 - Nieletnim wstęp wzbroniony!
 - Ciesze się. Możemy iść już do zwłok?
 - Wy tak, ona, nie! - gdy tak rozmawiali, dziewczyna wyczuła moment, w którym policjant nie patrzył w jej stronę i, niepostrzeżenie wślizgnęła się do pomieszczenia. Nagle jej oczom ukazała się sylwetka, leżąca w kącie pokoju. Wokół było pełno krwi. Nastolatka była przerażona. Zdziwieni jej obecnością funkcjonariusze już chcieli ją  wyprowadzić z miejsca zbrodni, gdy wkroczył dumnie Robinson.
 - Zostawcie ją - nakazał - Pomaga mi.
 - Dla ciebie i tak łamiemy przepisy. - zauważył jeden z obecnych.
 - Ach, czyli mogę już iść do domu. Widzę, że nie jestem tu potrzebny. Nina, Maks, idziemy.
 - Nie! Przecież potrzebujemy cię! Nie możesz tak po prostu nas zostawić z tą sprawą.
 - Doprawdy? Przed chwilą mówiłeś, że łamiemy przepisy, Hayward...
 - Potrzebujemy cię! - powtórzył policjant
 - Nic już nie rozumiem - detektyw rozłożył bezradnie ręce, ze świetnie udawanym zdziwieniem i zakłopotaniem- Ale, skoro policja łamie przepisy w sprawie mnie, to czemu nie może złamać przepisów
w sprawie nieletniej? Tak, czy siak łamiecie przepisy, a ja potrzebuję tej dziewczyny.
 - Niech ci już będzie! - zgodził się Hayward
 - Ile czasu tu leży? - Rob wskazał na ciało zamordowanej kobiety
 - Moi ludzie uważają, że jakieś dwie, trzy godziny. Sąsiedzi słyszeli liczne strzały, z broni palnej, szybko zadzwonili po pomoc.
 - Ok. Możecie nas już zostawić. - przyklęknął przy trupie, oglądał dokładnie rany, dłonie, oraz ubiór ofiary, później podszedł do ściany, uważnie ją obserwując, mruczał przy tym coś do siebie. Nina patrzyła z zachwytem na Willsona, a Maks w skupieniu śledził wzrokiem wszystkie poczynania, próbując się domyśleć, co takiego "wydedukował" już Willson. Dziewczyna zainteresowała się zwłokami. Przyjrzała się im uważnie. Ta wykrzywiona w grymasie przerażenia twarz... te oczy, ta krew oblewająca połowę jej twarzy i ubranie, w okolicach serca... to naprawdę nie wyglądało tak, jak Nina sobie wyobrażała... sam fakt, że leżąca kobieta jest martwa przyprawiał dziewczynę o mdłości.
 Maks zauważył, że twarz jego siostry jest bardzo blada.
 - Dobrze się czujesz?
 - Tak... chyba tak. Muszę tylko zaczerpnąć świeżego powietrza. - gdy rodzeństwo rozmawiało, Rob skończył pracę. Nagle spojrzał na twarz nastolatki od razu wiedział, co jej jest.
 - Już idziemy. Poczekaj chwilę - wyszedł i rozmawiał chwilę z Haywardem, po czym wrócił do Maksa i Niny.
 - Chodźcie, idziemy. - wyszli z budynku i wrócili do domu tsksówką.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz