Dziewczyna zaczęła coś rysować, ale po jakimś czasie poczuła narastający z każdą chwilą głód. Na początku chciała to ignorować ale nie, nie da rady. Tylko gdzie była kuchnia? Chyba w okolicach salonu... a może na parterze. Cóż, trzeba sprawdzić. Nina ubrała się, doprowadziła do porządku potargane włosy i schowała ledwo zaczęty rysunek do teczki. Wyszła z pomieszczenia. Jej oczom ukazali się dwaj mężczyźni.
- Nie spałaś tej nocy, prawda? - nadopiekuńczy braciszek się znalazł!
-Nie mogłam zasnąć. - powiedziała swoim normalnym tonem, udając, że nie wyczuła tego oschłego tonu w głosie Maksa.
- Nawet nie chciałaś spróbować.
-A co cię to, do obchodzi?! Najpierw przez 16 lat mnie olewasz, a teraz udajesz, że jesteś moim ojcem!
- Odpowiadam za ciebie.
-To dlatego musisz pilnować, żebym zasnęła przed 21?! Przecież nie jestem dzieckiem!
-Maks, przecież Nin nic nie zrobiła-włączył się do rozmowy Robinson- nie mogła zasnąć i tyle...
-Et tu, Brute, contra me?! *
-Z twoim bratem trudno czasem wytrzymać. Wszystkiego się czepia- udawał, że nie usłyszał słów Maksa- Chcesz śniadanie?
-Mhm- przytaknęła i weszli razem do kuchni. Tylko Maks gdzieś wyszedł. Pomieszczenie było bardzo ładnie urządzone.
-To, na co masz ochotę: kanapki, płatki z mlekiem, może budyń...- widać było, że Robinson chciał ją jak najlepiej ugościć. Czyżbym była jego pierwszym gościem na śniadaniu?
-Kanapki, ale sama umiem sobie zrobić- uśmiechnęła się
-Kawę? Herbatę? Sok?
-Sok.- przystąpiła już do czynności przyrządzania kanapek. Gdy skończyła i zaczęła je jeść, Rob się do niej przysiadł i poda ł jej szklankę soku jabłkowego.
-Jak się czujesz? No, wiesz... po wczorajszej sprawie?
-Nieźle. Było całkiem... fajnie.- dziewczyna udawała. Tak naprawdę czuła się okropnie.
-Przecież widzę.
-Wydedukowałeś to?
-Nie pamiętasz, co ci mówiłem o dedukcji? Conan Doyle się pomylił.
-Ach, racja.
-Po prostu wiem, jak się czujesz... Może to zabrzmi dziwnie, ale nie trzeba było "dedukować", żeby wiedzieć... To widać po twoim wyrazie twarzy.
-No, tak...
-Nigdy więcej cię nie zabiorę na żadną sprawę. Jesteś zbyt młoda.- powiedział delikatnie, a za razem stanowczo.
-Ale przecież ty też kiedyś tak się czułeś... no wiesz. Jakoś później przeszedłeś nad tym do porządku dziennego, teraz widok zwłok to dla ciebie... codzienność.- Nastolatka nawet nie wiedziała czemu to powiedziała.
-Codzienność?- zaśmiał się detektyw- raczej rozrywka, hobby. Często muszę się nudzić całymi dniami i czekać, aż jakiś przestępca łaskawie zechce popełnić przestępstwo- teraz oboje się śmiali
-Jesteś totalnie, jak Sherlock!
-Nie sądzę, on był geniuszem, wręcz za bardzo uzdolnionym, nie wspominając o jego bracie... W prawdziwym życiu niema takich ludzi, a ja na pewno taki nie jestem.
-Jesteś! Jesteś największym geniuszem, w Londynie... co ja mówię?! Na świecie! W pełni dorównujesz Holmesowi.
-Sugerujesz, że przytyłem? Porównujesz mnie z Mycroftem, do tego mówisz "największym"?
-Nie, nie to miałam na myśli.- widocznie nie wyczuła żartu- Jesteś jak William Holmes.
-William? - nawet nie zauważyli, jak do pomieszczenia wszedł Maks
-William Sherlock Scott Holmes. Tak się nazywał Sherlock Holmes, geniuszu.- ostatni wyraz był wypowiedziany nad wyraz sarkastycznie.
-W przeciwieństwie do ciebie nie jestem zakochany w Sherlocku Holmesie, Nin.- twarz dziewczyny wyraźnie się zarumieniła, nastolatka była zmieszana. Tak, to prawda, że kochała Sherlocka, ale to była taka jej tajemnica. Nie chciała, żeby ktokolwiek się domyślił, że zakochała się w nieistniejącej postaci z książek!
- Masz coś do Holmesa?- za Niną wstawił się Rob.
-Nie... nieważne.- brat dziewczyny zaczął robić sobie kawę. Nastała chwila milczenia. Wreszcie Nina postanowiła zapytać się Robinsona o coś, co nie dawało jej spokoju:
-Rob, czemu nie nazywasz się bardziej... polsko, przecież jesteś Polakiem?
-Zmieniłem sobie imię i nazwisko. Kiedyś nazywałem się Robert Wilmowski.- zmienił nazwisko! No jasne, jaka ja jestem głupia!
-A czemu zmieniłeś?
-Z dwóch powodów: po pierwsze nikt nie umiał poprawnie wymówić mojego imienia, ani nazwiska, a po drugie, szczerze nienawidzę swojego poprzedniego imienia.
-Acha...- powiedziała w zamyśleniu i zajęła się konsumowaniem swojego posiłku.
_____
*Et tu Brute, contra me-(łc.) i ty, Brutusie, przeciwko mnie?; słowa Cezara wypowiedziane przed śmiercią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz