Nina niespiesznie wróciła ze sklepu i rzuciła siatkę z zakupami do swojego pokoju. Przy okazji wzięła teczkę z rysunkami ( w tym niedokończonymi) i przybory do rysowania. Upewniła się, że Maks i Rob jeszcze śpią i wyszła z mieszkania. Nagle ujrzała znajomą postać. - Łucja! - krzyknęła, podbiegając do znajomej.
- O, hej Nin. - oblicze Łucji jakby pojaśniało w lekkim uśmiechu. - Idę na krótki spacer. Pozwiedzać Londyn i w ogóle. Może przejdziesz się razem ze mną? - Ninę ucieszył fakt, że pobędzie jakiś czas z dala od chłopaków. Momentami miała dosyć swojego brata, a nawet Rob ostatnio zaczynał grać jej na nerwach.
- Jasne, czemu nie.
Dziewczyny chwilę szły przed siebie, prowadząc ożywioną rozmowę. Nina nie zauważyła przechodnia zajętego pisaniem SMS-a. Zapatrzony w ekran smartfona mężczyzna wpadł na nastolatkę. Teczka z rysunkami wypadła z ręki dziewczyny, a prace z niej powypadały.
- Bardzo przepraszam - powiedział ciepłym i dziwnie znajomym głosem. Nina dopiero teraz spojrzała na jego twarz. TO BYŁ ON!
- Nie, nie to moja wina - westchnęła widząc, że wśród jej dzieł były portrety osoby, na którą wpadła. Oboje schylili się, by pozbierać kartki. Benedict, bo tak brzmiało imię ukochanego aktora Niny uśmiechnął się lekko, gdy zobaczył swoje podobizny. Po zebraniu wszystkich, zmierzył obie nastolatki wzrokiem, po czym przyglądał się im z lekkim zaciekawieniem. Uśmiechnął się na widok koszulki Niny z napisem "CumberCollective" i torebki Łucji z jednym z cytatów Sherlocka. Dziewczyny były zbyt podekscytowane z powodu JEGO widoku, by zachowywać się normalnie. Te wyginające się w lekki uśmiech, pełne usta i oczy w cudownie nieokreślonym kolorze wyglądały tak cudownie, że Łucja zaczęła się jąkać, a Nina, ta spokojniejsza oblała się rumieńcem, co nie uszło uwadze mężczyzny. Aktor obdarzył je uroczym uśmiechem. Był wyluzowany i spokojny, czego nie można było powiedzieć o koleżance Niny.
- Jeszcze raz przepraszam.
- Czy mogłybyśmy autografy? - zapytała w końcu Łucja.
- Jasne. - podpisał się w zeszytach obu nastolatek.
- I zdjęcia - dodała Nina, a Ben zapozował z nimi do selfie.
- Dziękujemy.
- Nie ma sprawy. To dla mnie przyjemność. Nie wiem, czy się nie mylę, ale chyba nie jesteście z Anglii...
- Skąd ty to... - Łucja oniemiała.
- Nie trzeba być Sherlockiem - zaśmiał się mężczyzna - Zdradził was dziwny akcent i... inny język, którym rozmawiałyście.
- Jesteśmy z Polski... Kawał drogi stąd. - odparła Nina. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że tak po prostu rozmawia ze swoim idolem, że jak gdyby nigdy nic gawędzi z Benedictem Cumberbatchem.
- Ładny kraj. Byłem tam, na Off Plus Camera.
- Przepraszam za moje rodaczki. Słyszałam, że trochę im... odwaliło - wspomniała Nina.
- Zdążyłem się już trochę przyzwyczaić...
- Ostatnio oglądałam "Grę Tajemnic". Bardzo ujmująca historia. Genialnie odegrałeś rolę Alana Turinga - powiedziała z podziwem Łucja, która zdążyła już trochę ochłonąć.
- Dziękuję. To bardzo miłe, wiedzieć, że ciężka praca nie poszła na marne... Właśnie, nie poznałem jeszcze waszych imion.
- Łucja, Nina - powiedziała właścicielka pierwszego z imion, wskazując najpierw na siebie, potem na koleżankę.
- Nie jestem pewien, czy udałoby mi się wymówić twojego imienia - westchnął z uśmiechem, patrząc na Łucję. - Mogę mówić do ciebie... Lucy?
- Nie ma problemu.
- Wiadomo już, kiedy odcinek specjalny Sherlocka? - zagadnęła niespodziewanie Nina.
- Obejrzałyśmy już zwiastun - sprostowała Łucja.
- Takie pytania raczej nie do mnie.
- Do Marka i Stevena?
- Już prędzej.
- Grasz aktualnie w jakimś filmie, poza Sherlockiem? - zainteresowała się Łucja.
- Nie, postanowiłem zrobić sobie coś w rodzaju małych... wakacji.
- Należą ci się - odpowiedziała Łucja z szerokim uśmiechem.
- Czekasz na kogoś. Prawdopodobnie... - zaczęła "dedukować" Nina.
- Nina! - upomniała ją koleżanka. - myślisz, że Benedict chce słuchać, jak udajesz Sherlocka Holmesa?
- Wybacz, Ben. - dziewczyna dopiero po wypowiedzeniu zdrobnienia imienia rozmówcy zdała sobie z tego sprawę. Już chciała się poprawić, gdy zobaczyła uśmiech mężczyzny i usłyszała jego aksamitny głos:
- Genialne. Jak na to wpadłaś? Coś jeszcze wydedukujesz? - Cumberbatch był wyraźnie pod wrażeniem.
- Hm... więc... czekasz na kogoś już od dłuższego czasu, ale z jakiegoś powodu przyszedłeś trochę szybciej. Niecierpliwisz się. Zjadłeś kiepskie śniadanie, przypuszczalnie kanapkę, czy coś w tym stylu. Ubrałeś się trochę bardziej elegancko, niż zwykle, ale ufam ci, więc sądzę, że czekasz na żonę.
w kieszeni masz jakiś mały prezent, prawdopodobnie pierścionek. - po wypowiedzeniu monologu spojrzała pytająco na aktora, który chwilę patrzył nań oszołomiony.
- Wow - zdołał wykrztusić.
- To nic wielkiego - Nina uśmiechnęła się zagadkowo. - Jak spędza się wakacje w mieszkaniu prawie-Sherlocka Holmesa, to po jakimś czasie łatwiej się... obserwuje.
- Prawie Sherlocka Holmesa? - zdziwił się mężczyzna.
- Robinson Willson - powiedziała Łucja.
- Ach, tak. Słyszałem o nim - nagle podeszła do nich ciemnowłosa kobieta ubrana w zwiewną, błękitną sukienkę. Bez słowa przytuliła Benedicta.
- Kochanie, to Nina i... Lucy - przedstawił żonie nastolatki.
- Sophie - zwróciła się do dziewczyn podając im kolejno rękę na przywitanie. - Wybaczcie, ale go porywam. - złapała Cumberbatcha za rękę. Wzrok Bena był przepełniony miłością, gdy ten spoglądał na małżonkę. Wyglądali razem tak ślicznie...
- Miło mi było was poznać - powiedział ciepłym tonem.
- Ciebie również. - para aktorów oddalała się a nastolatki tylko wpatrywały się w odchodzących.
- Wow - wykrztusiła Nina.
________
Przepraszam, że rozdział był taki krótki i beznadziejny, ale w następnym na 100% będzie już akcja i zbliża się nowe morderstwo. ^^
Dziękuję za dokładnie 643 wyświetlenia! Jesteście cudowni i niesamowici. :)
Przygody Niny
sobota, 16 kwietnia 2016
poniedziałek, 28 marca 2016
Rozdział X
Nina usłyszała dźwięk budzika. Niechętnie wstała, ubrała się i uczesała. Chciałaby spać jeszcze conajmniej godzinę, ale postanowiła codziennie wstawać o 6.30. Gdy poszła do kuchni, nikogo tam nie było. Wszyscy jeszcze spali. Otworzyła lodówkę. Nie było nic smacznego. Sprawdziła zapasy żywności. Nie było nawet bułek, ani chleba na śniadanie. Znowu to ja muszę iść.- pomyślała z niemałą irytacją. Zarzuciła na siebie bluzę i wzięła portfel, po czym sprawdziła godzinę (była 6. 55) i z niechęcią wyszła.
- Rob, nie widziałeś młodej?
- Twojej siostry? Nie. - odparł spokojnym głosem, popijając kawę Rob.
- Nie ma jej w jej pokoju. - zauważył Maks.
- Nie ma też bułek. - stwierdził z przekąsem - Może poszła do sklepu? Zaraz pewnie wróci - próbował uspokoić przyjaciela detektyw.
- Tylko, że... Eh, mam złe przeczucia.
- Jak zawsze - uśmiechnął się Robinson. - Czemu tak się o nią martwisz. No wiesz, za każdym razem, gdy jej nie ma?
- Nie miałeś nigdy młodszego rodzeństwa. Nie wiem, czy to zrozumiesz... Po prostu czuję się za nią odpowiedzialny... Jest moją siostrą. Moją kochaną młodszą siostrzyczką. - westchnął, po czym jakby coś sobie przypominając, zapytał: -Właśnie, która godzina?
- Chyba coś koło 11.
- Wstałem o 8 i jeszcze nie było Niny... No, nic. To ja lecę. Jestem umówiony.
- Z Lily? - uśmiechnął się detektyw. - Pozdrów ją ode mnie.
- Skąd to wiesz?
- Wystroiłeś się co najmniej jak na ślub, człowieku! - na te słowa, Maks spojrzał do lustra. Faktycznie był ubrany trochę inaczej niż zwykle, zamiast T-shirtu miał na sobie białą koszulę z długim rękawem, a jego fryzura była mniej... niechlujna niż zwykle, ale bez przesady- na ślub nie założyłby dżinsów.
- Wyglądam ok? - zapytał Maks, poprawiając kołnierzyk.
- Prawie. - Rob podszedł do przyjaciela, przyglądając mu się badawczo - zapiąłeś się pod samą szyję. Pamiętaj, idziesz na spotkanie z narzeczoną, nie na ślub - powiedział, a Maksymilian rozpiął najwyższy guzik.
- Lepiej?
- Znacznie... I tak wyglądasz jak palant, ale nie jak SKOŃCZONY palant, jak wcześniej - zaśmiał się widząc dezaprobatę na twarzy przyjaciela.
- Nie musisz mnie od razu obrażać - syknął z udawanym urażeniem, po czym lekko się uśmiechnął.
- Co? Nie, nie, nie, ja cię nie obrażam - sprostował Robinson - ja cię oceniam.
- Dzięki - prychnął Maks. - Nie ma to jak mieć miłego przyjaciela! - zaśmiał się - szkoda tylko, że ty taki nie jesteś - dodał ciszej, a Rob tylko się wyszczerzył.
- Idź już do tej swojej królowej.
- Mam jeszcze z pół godziny... Robbie [czyt. Robi], dlaczego ostatnio tak się zachowujesz? No, wiesz...
- TYLKO NIE ROBBIE! Jestem Robinson, ewentualnie Rob!
- Właśnie o tym mówiłem, stary. Ostatnio jesteś jakiś... inny...
- Ta, jasne.
- Chodzi o mój ślub?
- Co? Nie. - zaprotestował Robinson. - Cieszę się, że będziecie szczęśliwi, ty i Lily...
- Jeżeli zacznisz cytować Sherlocka, tak, jak moja siostra, to cię walnę. - uśmiechnął się Maks.
- Heh, fajny pomysł! "Niestety nie mogę ci pogratulować. Wszelkie uczucia, w tym miłość, są sprzeczne z rozumem, który cenie ponad wszystko. Moim zdaniem ślub to celebrowanie tego, co iluzoryczne, irracjonalne i sentymentalne w tym chorym i niemoralnym świecie. To jak czczenie chrząszcza kołatka, zakały społeczeństwa i całego rodzaju ludzkiego" - Robinson idealnie naśladował akcent i ton głosu serialowego detektywa, później wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Palant!
- A ja Robinson, miło mi. - żartobliwie podał rękę na przywitanie.
- O, Boże... - westchnął Maks z dezaprobatą.
- Bez przesady, wystarczy Rob. - Na te słowa obaj wybuchnęli śmiechem.
- Już lecę. Pa, stary. Jak Nin wróci, dowiedz się gdzie była. - wydusił przez śmiech Maks, po czym wyszedł z mieszkania, próbując się uspokoić. Spojrzał na zegarek, miał jeszcze 5 minut do przyjścia na miejsce spotkania.
____
Bardzo przepraszam, że trzeba było tyle czekać na ten rozdział i błagam o wybaczenie, że taki krótki, ale z powodu małych problemów osobistych (głównie depresja) i totalnego braku czasu (od niedawna mam skrzypce, co oznacza codzienne 3-4 godzinne ćwiczenia, sporo zamówień na rysunki itp.).
Przy okazji, chciałabym Wam serdecznie życzyć wspaniałych świąt!
Dziękuję za ponad pół tysiąca wyświetleń! Jesteście cudowni! ;)
- Rob, nie widziałeś młodej?
- Twojej siostry? Nie. - odparł spokojnym głosem, popijając kawę Rob.
- Nie ma jej w jej pokoju. - zauważył Maks.
- Nie ma też bułek. - stwierdził z przekąsem - Może poszła do sklepu? Zaraz pewnie wróci - próbował uspokoić przyjaciela detektyw.
- Tylko, że... Eh, mam złe przeczucia.
- Jak zawsze - uśmiechnął się Robinson. - Czemu tak się o nią martwisz. No wiesz, za każdym razem, gdy jej nie ma?
- Nie miałeś nigdy młodszego rodzeństwa. Nie wiem, czy to zrozumiesz... Po prostu czuję się za nią odpowiedzialny... Jest moją siostrą. Moją kochaną młodszą siostrzyczką. - westchnął, po czym jakby coś sobie przypominając, zapytał: -Właśnie, która godzina?
- Chyba coś koło 11.
- Wstałem o 8 i jeszcze nie było Niny... No, nic. To ja lecę. Jestem umówiony.
- Z Lily? - uśmiechnął się detektyw. - Pozdrów ją ode mnie.
- Skąd to wiesz?
- Wystroiłeś się co najmniej jak na ślub, człowieku! - na te słowa, Maks spojrzał do lustra. Faktycznie był ubrany trochę inaczej niż zwykle, zamiast T-shirtu miał na sobie białą koszulę z długim rękawem, a jego fryzura była mniej... niechlujna niż zwykle, ale bez przesady- na ślub nie założyłby dżinsów.
- Wyglądam ok? - zapytał Maks, poprawiając kołnierzyk.
- Prawie. - Rob podszedł do przyjaciela, przyglądając mu się badawczo - zapiąłeś się pod samą szyję. Pamiętaj, idziesz na spotkanie z narzeczoną, nie na ślub - powiedział, a Maksymilian rozpiął najwyższy guzik.
- Lepiej?
- Znacznie... I tak wyglądasz jak palant, ale nie jak SKOŃCZONY palant, jak wcześniej - zaśmiał się widząc dezaprobatę na twarzy przyjaciela.
- Nie musisz mnie od razu obrażać - syknął z udawanym urażeniem, po czym lekko się uśmiechnął.
- Co? Nie, nie, nie, ja cię nie obrażam - sprostował Robinson - ja cię oceniam.
- Dzięki - prychnął Maks. - Nie ma to jak mieć miłego przyjaciela! - zaśmiał się - szkoda tylko, że ty taki nie jesteś - dodał ciszej, a Rob tylko się wyszczerzył.
- Idź już do tej swojej królowej.
- Mam jeszcze z pół godziny... Robbie [czyt. Robi], dlaczego ostatnio tak się zachowujesz? No, wiesz...
- TYLKO NIE ROBBIE! Jestem Robinson, ewentualnie Rob!
- Właśnie o tym mówiłem, stary. Ostatnio jesteś jakiś... inny...
- Ta, jasne.
- Chodzi o mój ślub?
- Co? Nie. - zaprotestował Robinson. - Cieszę się, że będziecie szczęśliwi, ty i Lily...
- Jeżeli zacznisz cytować Sherlocka, tak, jak moja siostra, to cię walnę. - uśmiechnął się Maks.
- Heh, fajny pomysł! "Niestety nie mogę ci pogratulować. Wszelkie uczucia, w tym miłość, są sprzeczne z rozumem, który cenie ponad wszystko. Moim zdaniem ślub to celebrowanie tego, co iluzoryczne, irracjonalne i sentymentalne w tym chorym i niemoralnym świecie. To jak czczenie chrząszcza kołatka, zakały społeczeństwa i całego rodzaju ludzkiego" - Robinson idealnie naśladował akcent i ton głosu serialowego detektywa, później wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Palant!
- A ja Robinson, miło mi. - żartobliwie podał rękę na przywitanie.
- O, Boże... - westchnął Maks z dezaprobatą.
- Bez przesady, wystarczy Rob. - Na te słowa obaj wybuchnęli śmiechem.
- Już lecę. Pa, stary. Jak Nin wróci, dowiedz się gdzie była. - wydusił przez śmiech Maks, po czym wyszedł z mieszkania, próbując się uspokoić. Spojrzał na zegarek, miał jeszcze 5 minut do przyjścia na miejsce spotkania.
____
Bardzo przepraszam, że trzeba było tyle czekać na ten rozdział i błagam o wybaczenie, że taki krótki, ale z powodu małych problemów osobistych (głównie depresja) i totalnego braku czasu (od niedawna mam skrzypce, co oznacza codzienne 3-4 godzinne ćwiczenia, sporo zamówień na rysunki itp.).
Przy okazji, chciałabym Wam serdecznie życzyć wspaniałych świąt!
Dziękuję za ponad pół tysiąca wyświetleń! Jesteście cudowni! ;)
czwartek, 28 stycznia 2016
Rozdział IX Spotkanie po latach (+KONKURS)
Jeżeli nie chce Ci się czytać przeprosin i usprawiedliwienia długiej nieobecności, przejdź od razu do rozdziału, kilka linijek w dół :)
Na wstępie, przepraszam, że długo nie pisałam. Przepraszam, że tak często muszę was za to przepraszać. Wena twórcza ulicą nie chodzi, po za tym, czasu miałam niewiele, po za tym, miałam drobne problemy i dużo nauki... Mam nadzieję, że mi wybaczycie i obiecuję poprawę.
Jeszcze raz przepraszam i życzę miłego czytania.
KONKURS: W rozdziale są lekkie nawiązania do kilku książek, seriali i samych w sobie aktorów. Za poprawne odgadnięcie jak największej liczby mogę wymyślić jakąś nagrodę. Np. rysunek ze zdjęcia.
Każde nawiązanie pisane osobno. Przykładowa odpowiedź: "Amy- Doctor Who". Odpowiedzi i ewentualne pytania proszę umieszczać w komentarzach. Powodzenia! :)
Każde nawiązanie pisane osobno. Przykładowa odpowiedź: "Amy- Doctor Who". Odpowiedzi i ewentualne pytania proszę umieszczać w komentarzach. Powodzenia! :)
________
Nina prowadziła właśnie wesołą dyskusję z bratem i Robinsonem, gdy jej telefon dał o sobie znać.
- Przepraszam na chwilkę- powiedziała, po czym wyszła z pomieszczenia i odebrała. Oczywiście, dzwoniła do niej jej przyjaciółka, Katy by zapytać, czy dziewczyna może wyrwać się na pizzę. Nina odparła, że może i zapytała o godzinę i miejsce spotkania. Gdy uzyskała odpowiedź, obiecała, że stawi się nawet przed czasem.
Weszła do salonu.
- Idę na pizzę ze znajomymi.
- Z kim? - zapytał Maks
- Ze znajomymi - powtórzyła z lekką irytacją w głosie
- Ok, nie zatrzymuję cię już. Pa. Baw się dobrze
- Na razie. Będę późno.
Dziewczyna wyszła z domu i skierowała się na miejsce, w którym była umówiona. Stało tam piętnaścioro nastolatków w wieku od 14, do 17 lat, różnej płci i narodowości. Większość twarzy była jej znajoma. Od razu rozpoznała Katy, Bena i Rose z Anglii, Sally z Australii, Petera ze Szkocji, Arthura z Ameryki... Byli tam również: Sophie, George, Alex, James, Carlton, Sarah, Clara, Alice, których narodowości nie znała i jakaś dziewczyna, która akurat stała do niej tyłem.
Podeszła do grupy przyjaciół, którzy wesoło ją powitali. Teraz mogła dostrzec oblicze dziewczyny. Obie zamarły. Była to, bowiem Łucja, jej znienawidzona koleżanka jeszcze z podstawówki.
- Nina, co ty tu robisz?! - zdziwiła się znajoma
- Nie spodziewałam się, że cię tu spotkam. Od kiedy interesują cię kryminały, przecież zawsze...
- Nie kończ, wiem. Przepraszam. Mogę ci je odkupić. - Przerwała jej Łucja z przepraszającym uśmiechem
- Nie musisz. Ja też nie byłam dla ciebie najmilsza.
- To prawda. - obie się zaśmiały. Przypomniały im się te wieczne kłótni i docinki.
- Między nami zgoda? - zapytała uśmiechnięta Nina
- Jasne.
- Zważając na to, że tylko my tu potrafimy mówić po Polsku, powinnyśmy używać Angielskiego...
- Tak, wiem. Po prostu... to, że zobaczyłam znajomą twarz, było dla mnie wielkim zaskoczeniem.
- Czyli nikogo tu nie znasz? Ja znam wszystkich. - uśmiechnęła się Nina
- Przyjechałam tu z Sally. To moja daleka krewna. Dokładniej córka siostry stryja, męża syna kuzyna mojej babci od strony mamy.
- Nie wiedziałam, że masz rodzinę w Australii.
- A ty, Nin, mieszkasz w hotelu, czy u kogoś znajomego?
- Mój brat, Maks wynajmuje mieszkanie z przyjacielem.
- A dałabyś mi adres? Wpadłabym kiedyś.
- Jasne. - dziewczyna wyciągnęła notes, wyrwała kartkę i napisała coś na niej, później wręczyła znajomej.
- Dziękuję. Przyjdę w środę, po południu, ok?
- Ok. - w tym momencie zorientowały się, że grupka przyjaciół już zaczęła iść w stronę pizzerii.
- Chodźmy, bo nam uciekną. - Nina kiwnęła tylko głową. Gdy zrównały się już z towarzyszami, spojrzała jeszcze raz za siebie. Coś ją niepokoiło. Ciągle widziała jakiś cień.
- Nina, dawno cię nie widziałem - powiedział Ben. -Co tam u ciebie?
- Wszystko ok. - powiedziała lekko zamyślona.
- Widzieliście nowy zwiastun odcinka specjalnego? - zapytała Łucja
- Jasne! Był genialny. Ten klimat, wygląd postaci... po prostu nie mogę się doczekać stycznia! - Wypowiedziała się Sally z wyraźnym uśmiechem.
- Czemu zawsze musimy tyle czekać?
- Może dlatego, że na stworzenie czegoś wspaniałego potrzebny jest czas. Dużo czasu. Na ten przykład rysowanie. Jak wiecie, zajmuję się portretowaniem. Jeden rysunek powstaje czasem kilkanaście godzin. - Wtrąciła Nina.
- To gdzie ta pizzeria?
- Już niedaleko. O, za tym zakrętem. - młodzież wreszcie dotarła do celu. Weszli. Pomieszczenie było duże. ściany pokryte były odcieniami kawowo-brązowej farby. Stoliki, jak i reszta mebli były drewniane. Chyba dębowe. Grupka przyjaciół ulokowała się w przytulnym kącie. Przeczytali menu i zamówili sobie jedzenie. Pizza była wyśmienita. Nina pierwszy raz od długiego czasu była szczęśliwa. Była wśród przyjaciół, pogodziła się z dawną znajomą, a całokształt spotkania- lepszy, niż w jej marzeniach.
Nastolatka samotnie wracała do mieszkania. Znała drogę na pamięć. Było już ciemno. Tylko latarnie uliczne świeciły na dziewczynę i wskazywały jej drogę. Z niezadowoleniem zauważyła, że wieczorny chłód smaga ją niemiłosiernie po odkrytych rękach. Wcześniej nie spodziewała się, że wypad aż tak się przedłuży. Wyjęła telefon z kieszeni. Była 22.37. Na ekranie smartfona pojawiła się informacja o nieprzeczytanych wiadomościach. Pierwsza z nich: "Gdzie ty jesteś, młoda? Zaczynam się martwić. -Maks", druga: "Co tam u ciebie, córciu? Dobrze się bawisz w Anglii? Opiekujesz się bratem?"- ten SMS był od taty. Pewnie razem z mamą wrócili już z wakacji. Kolejny: "Młoda jest już po 20. Wszystko gra? -Maks"... Nadopiekuńczy braciszek! Czy on zawsze musi się aż tak martwić?!
Zanim Nin się obejrzała, była już pod drzwiami do mieszkania. Weszła.
- Już się martwiłem, że kosmici cię porwali! - uśmiechnął się Maks na przywitanie.
- Kosmici?
- No, wiesz... Dalekowie, Cybermani, Władcy czasu, Cisza...
- Że co?
- Wybacz, pokazałem twojemu bratu pewien serial... - podszedł do rodzeństwa Rob. - Nie sądziłem, że aż tak mu się spodoba.
- Tia... To może już pójdę do mojego pokoju.
- Czekaj. Podobało się spotkanie? - Zatrzymał ją detektyw
- Kosmici?
- No, wiesz... Dalekowie, Cybermani, Władcy czasu, Cisza...
- Że co?
- Wybacz, pokazałem twojemu bratu pewien serial... - podszedł do rodzeństwa Rob. - Nie sądziłem, że aż tak mu się spodoba.
- Tia... To może już pójdę do mojego pokoju.
- Czekaj. Podobało się spotkanie? - Zatrzymał ją detektyw
- Było cudownie. Jest już prawie 23. Jutro wam opowiem.
- Dobranoc, młoda.
Nina weszła do sypialni. Rzuciła torbę w kąt i się przebrała. To był długi i męczący dzień- z tą myślą i szerokim uśmiechem na twarzy zasnęła.
- Dobranoc, młoda.
Nina weszła do sypialni. Rzuciła torbę w kąt i się przebrała. To był długi i męczący dzień- z tą myślą i szerokim uśmiechem na twarzy zasnęła.
_______
Ten rozdział dedykuję mojemu znajomemu o ksywie Sherl, który nie mógł się doczekać poznania dalszych losów Niny.
czwartek, 24 grudnia 2015
Życzenia
Witam! Bardzo przepraszam, że tak dawno nie było nowych rozdziałów, ale to nie tylko ode mnie zależy. Parę zamówień na rysunki, prezenty dla najbliższych, czy choćby szkoła to tylko mały fragment tego przedświątecznego urwania głowy! Ale, nie. Spokojnie, nikomu nie urwałam głowy... jeszcze!
Życzę wam na święta zdrowia, szczęścia, radości,
pod choinką- wspaniałości!
Spełnienia marzeń,
wspaniałych wrażeń.
Pysznej kolacji,
a za kilka miesięcy- udanych wakacji.
By Mikołaj tobie dał,
co byś tylko sobie chciał.
Żeby święta-czas przepiękny
przyniósł radość... i prezenty,
Żeby w domach zagościła
Radość, zdrowie, no i siła.
Żeby śniegu było też...
wiem, że właśnie tego chcesz!
Dużo śmiechu i radości,
oczywiście, zero złości,
nienawiści i przemocy,
bo tej nocy
świt cudowny staje się.
Każdy chyba tego chce.
Przepięknych świąt, smacznej choinki i wesołego karpia! Czy jakoś tak... Wszystkiego dobrego!
Życzę wam na święta zdrowia, szczęścia, radości,
pod choinką- wspaniałości!
Spełnienia marzeń,
wspaniałych wrażeń.
Pysznej kolacji,
a za kilka miesięcy- udanych wakacji.
By Mikołaj tobie dał,
co byś tylko sobie chciał.
Żeby święta-czas przepiękny
przyniósł radość... i prezenty,
Żeby w domach zagościła
Radość, zdrowie, no i siła.
Żeby śniegu było też...
wiem, że właśnie tego chcesz!
Dużo śmiechu i radości,
oczywiście, zero złości,
nienawiści i przemocy,
bo tej nocy
świt cudowny staje się.
Każdy chyba tego chce.
Przepięknych świąt, smacznej choinki i wesołego karpia! Czy jakoś tak... Wszystkiego dobrego!
sobota, 5 grudnia 2015
Rozdział VIII Reakcja detektywa
W mieszkaniu czekał na nią Rob, gdy dziewczyna weszła do środka wprowadzona przez policjanta, Hayward zamienił z detektywem kilka zdań, po czym wyszedł.
Nina była pewna, że za raz Robinson weźmie ją na rozmowę. Tę nieprzyjemną rozmowę, którą zawsze musiała odbywać z rodzicami, gdy coś "nabroiła" (nawet, jeśli to Maks na nią zwalał całą winę!). Przypomniało jej się dzieciństwo. Nagle zadzwonił jej telefon.
-Przepraszam na chwilę- powiedziała, a widziawszy jego skinienie głową, wyszła i odebrała. To Katy, jej przyjaciółka. Obie należały do Sherlockians*, obie były równie świrnięte. Odbyły krótką rozmowę (oczywiście, po angielsku); Okazało się, że grupka Sherlockians chce razem z nią wyjść na pizzę i pogadać o najnowszym zwiastunie (faktycznie, zwiastun robił wrażenie). Nina powiedziała, że nie jest pewna, czy będzie mogła wyjść i jak się dowie, napisze SMS-a.
Nastolatka z powrotem weszła do pomieszczenia. Panowała chwilę pełna wyczekiwania cisza.
-Przepraszam.
-Następnym razem powinnaś bardziej uważać.- zaśmiał się- Drzwi skrzypią.
-Em... Dobrze
-Mam jednak nadzieję, że nie będzie następnego razu. -uśmiechnął się
-Dobrze.
-Obiecujesz?
-T..tak
-Podobno masz coś nowego, w sprawie śledztwa. - uśmiech Robinsona był coraz większy
-Tak, nie wiem, czy to istotne...
-Jestem pewien, że tak.
-Więc, gdy byłam w parku, zobaczyłam Maksa, z jakąś kobietą.
-Lily, jego narzeczona.
-Skąd wiesz... z resztą nieważne. Chwilę na nich patrzyłam, zastanawiając się, czy są parą, i przypomniałam sobie ofiarę... a właściwie jej biżuterię. Ona miała na sobie obrączkę, więc to raczej niemożliwe, żeby nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, czy bliskich.
-Faktycznie! - powiedział zamyślony- Nie wpadłem na to, by patrzeć na jej biżuterię. Jaki ja byłem głupi! Twoje spostrzeżenie bardzo pomoże w śledztwie. Rzuciłaś sporo światła na tę sprawę**- zacytował.
-Naprawdę- zdziwiła się nastolatka
-Tak. Dziękuję.
-Czyli nie gniewasz się, że uciekłam?
-Nie... chyba powinienem cię zganić za nieposłuszeństwo... Nie nadaję się na opiekuna. Jestem wdzięczny za info.
-Nadajesz się! Przynajmniej bardziej niż Maks...- dodała po chwili.
-Nie sądzę, brat bardzo o ciebie dba, czuje się za ciebie odpowiedzialny.
-Czyli odpowiedzialność polega na wrzeszczeniu za wszystko co zrobię i traktowaniu mnie jak pięciolatkę?
-Jestem pewien, że chce dla ciebie jak najlepiej, tylko tego nie okazuje. Daj mu szansę. Pogadam z nim o tym.
-Dzięki.
-Wracając do sprawy, czemu zawsze obrączka?
-Pewnie śluby sprzyjają morderstwom- oboje zaśmiali się szczerze
-Dla tego nie mam zamiaru się żenić.
-Nie bądź, jak Sherlock: nieczuły, pozbawiony choć odrobiny miłości i oschły.
-Musisz przyznać, że przyjacielem był dobrym...
-Jako eksperyment mógłby sprawdzić, jak długo może przeżyć powieszony człowiek, a John byłby "pod ręką".
-Nie przesadzaj, Nin.- Oboje znów się śmiali, gdy wszedł Maks, dziwnie wesoły.
-Hejka- przywitał się.
-Czemu nic mi nie powiedziałeś?
-O czym ?
-Chyba jako siostra powinnam wiedzieć, że planujesz swój ślub!
-Nie, czemu?
-Eh... jestem twoją siostrą- powiedziała powoli, z naciskiem na ostatni wyraz
-I?
-Powinnam wiedzieć takie rzeczy...
-Czemu?- wyraźnie się droczył
-Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że jesteś aż taki tępy!
-Doprawdy?
-Tak.
-Maks, twoja siostra- Zaraz mnie wyda?- Bardzo pomogła nam w śledztwie.- Uff-To prawda? -Zapytał ją starszy brat
-Tak.
-Brawo. Ja pomogłem w połowie śledztw Roba.
-Wcale nie. Jeszcze nigdy mi nie pomogłeś.- zaprotestował detektyw
-No, dobra, ale to dzięki mnie miał kawę... Ja robiłem mu zakupy.
-To również nie prawda- stwierdził Robinson- sam sobie kupowałem kawę.
-Towarzyszyłem mu przy kilku sprawach, żeby nie był samotny.- Nina spojrzała na Robinsona, on tylko pokiwał głową na znak protestu
-Sam błagałeś, żeby mi towarzyszyć.
__
*Sherlockians- fani serialu "Sherlock"
** Sherlock Holmes często mówił o "rzucaniu światła na jakąś sprawę"
Nina była pewna, że za raz Robinson weźmie ją na rozmowę. Tę nieprzyjemną rozmowę, którą zawsze musiała odbywać z rodzicami, gdy coś "nabroiła" (nawet, jeśli to Maks na nią zwalał całą winę!). Przypomniało jej się dzieciństwo. Nagle zadzwonił jej telefon.
-Przepraszam na chwilę- powiedziała, a widziawszy jego skinienie głową, wyszła i odebrała. To Katy, jej przyjaciółka. Obie należały do Sherlockians*, obie były równie świrnięte. Odbyły krótką rozmowę (oczywiście, po angielsku); Okazało się, że grupka Sherlockians chce razem z nią wyjść na pizzę i pogadać o najnowszym zwiastunie (faktycznie, zwiastun robił wrażenie). Nina powiedziała, że nie jest pewna, czy będzie mogła wyjść i jak się dowie, napisze SMS-a.
Nastolatka z powrotem weszła do pomieszczenia. Panowała chwilę pełna wyczekiwania cisza.
-Przepraszam.
-Następnym razem powinnaś bardziej uważać.- zaśmiał się- Drzwi skrzypią.
-Em... Dobrze
-Mam jednak nadzieję, że nie będzie następnego razu. -uśmiechnął się
-Dobrze.
-Obiecujesz?
-T..tak
-Podobno masz coś nowego, w sprawie śledztwa. - uśmiech Robinsona był coraz większy
-Tak, nie wiem, czy to istotne...
-Jestem pewien, że tak.
-Więc, gdy byłam w parku, zobaczyłam Maksa, z jakąś kobietą.
-Lily, jego narzeczona.
-Skąd wiesz... z resztą nieważne. Chwilę na nich patrzyłam, zastanawiając się, czy są parą, i przypomniałam sobie ofiarę... a właściwie jej biżuterię. Ona miała na sobie obrączkę, więc to raczej niemożliwe, żeby nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, czy bliskich.
-Faktycznie! - powiedział zamyślony- Nie wpadłem na to, by patrzeć na jej biżuterię. Jaki ja byłem głupi! Twoje spostrzeżenie bardzo pomoże w śledztwie. Rzuciłaś sporo światła na tę sprawę**- zacytował.
-Naprawdę- zdziwiła się nastolatka
-Tak. Dziękuję.
-Czyli nie gniewasz się, że uciekłam?
-Nie... chyba powinienem cię zganić za nieposłuszeństwo... Nie nadaję się na opiekuna. Jestem wdzięczny za info.
-Nadajesz się! Przynajmniej bardziej niż Maks...- dodała po chwili.
-Nie sądzę, brat bardzo o ciebie dba, czuje się za ciebie odpowiedzialny.
-Czyli odpowiedzialność polega na wrzeszczeniu za wszystko co zrobię i traktowaniu mnie jak pięciolatkę?
-Jestem pewien, że chce dla ciebie jak najlepiej, tylko tego nie okazuje. Daj mu szansę. Pogadam z nim o tym.
-Dzięki.
-Wracając do sprawy, czemu zawsze obrączka?
-Pewnie śluby sprzyjają morderstwom- oboje zaśmiali się szczerze
-Dla tego nie mam zamiaru się żenić.
-Nie bądź, jak Sherlock: nieczuły, pozbawiony choć odrobiny miłości i oschły.
-Musisz przyznać, że przyjacielem był dobrym...
-Jako eksperyment mógłby sprawdzić, jak długo może przeżyć powieszony człowiek, a John byłby "pod ręką".
-Nie przesadzaj, Nin.- Oboje znów się śmiali, gdy wszedł Maks, dziwnie wesoły.
-Hejka- przywitał się.
-Czemu nic mi nie powiedziałeś?
-O czym ?
-Chyba jako siostra powinnam wiedzieć, że planujesz swój ślub!
-Nie, czemu?
-Eh... jestem twoją siostrą- powiedziała powoli, z naciskiem na ostatni wyraz
-I?
-Powinnam wiedzieć takie rzeczy...
-Czemu?- wyraźnie się droczył
-Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że jesteś aż taki tępy!
-Doprawdy?
-Tak.
-Maks, twoja siostra- Zaraz mnie wyda?- Bardzo pomogła nam w śledztwie.- Uff-To prawda? -Zapytał ją starszy brat
-Tak.
-Brawo. Ja pomogłem w połowie śledztw Roba.
-Wcale nie. Jeszcze nigdy mi nie pomogłeś.- zaprotestował detektyw
-No, dobra, ale to dzięki mnie miał kawę... Ja robiłem mu zakupy.
-To również nie prawda- stwierdził Robinson- sam sobie kupowałem kawę.
-Towarzyszyłem mu przy kilku sprawach, żeby nie był samotny.- Nina spojrzała na Robinsona, on tylko pokiwał głową na znak protestu
-Sam błagałeś, żeby mi towarzyszyć.
__
*Sherlockians- fani serialu "Sherlock"
** Sherlock Holmes często mówił o "rzucaniu światła na jakąś sprawę"
piątek, 4 grudnia 2015
Rozdział VII Ucieczka
Nina
spędziła już w Anglii niecałe dwa tygodnie. Chodziła ze znajomymi
Sherlockians* zwiedzać miasto, czy choćby zjeść pizzę. Dziewczyna
zaczęła się przyzwyczajać do londyńskiej pogody, a Robinson z idola
przekształcił się w przyjaciela. Nadal pamiętała jednak swoje pierwsze
i, najprawdopodobniej ostatnie śledztwo. W głębi serca chciała jednak rozwiązać jakąś zagadkę kryminalną (choćby nawet tę, która pozostała w martwym punkcie).
Poprzedniego dnia poważnie pokłóciła się z Maksem. Była wściekła i bezradna. Pod wpływem nagłego impulsu postanowiła uciec od Maksymiliana, nie wiedziała gdzie, nie miała zbyt dużo pieniędzy, ale to nie było ważne, najważniejsze, żeby być jak najdalej brata.
Napisała krótki list, który położyła w widocznym miejscu swojego pokoju. Brzmiał mniej więcej tak:
" Jeżeli to czytasz, pewnie jestem już daleko. Nie szukajcie mnie. Mam serdecznie dosyć atmosfery panującej w tym mieszkaniu, mam dosyć Maksa. Żegnam. Nina"Zdesperowana dziewczyna założyła czarną bluzę z kapturem i upięła włosy w kucyka. Wzięła kilka niezbędnych rzeczy. Po chwili namysłu, chwyciła również przybory do rysowania i kilka kartek.
Wyczuła moment, w którym jej brat wyszedł, a Robinson siedział w salonie, na kanapie. Rozmyślał. Dziewczyna cicho wymknęła się z pokoju i bezszelestnie zeszła po schodach. Cichutko otworzyła drzwi, które stawiały zdradziecki opór. Udało się, była na zewnątrz. Pozostało tylko zamknąć drzwi. Te nagle skrzypnęły. Nastolatce wydawało się, że ten dźwięk jest na tyle głośny, że mógłby obudzić zmarłego.
Nina szła bezcelowo ulicami Londynu. Jej oczom ukazało się muzeum Sherlocka Holmesa. "Baker street 221 B"- pomyślała podekscytowana. To może wydać się głupie i dziecinne, ale całe życie marzyła, by wreszcie znaleźć się pod tym adresem, bowiem Sherlock Holmes mieszkał właśnie pod Baker st. 221B! Chwilę wachała się, czy wejść, ale w końcu zdecydowała, że zrobi to przy najbliższej okazji. Spacerowała dalej. Po jakimś czasie znalazła się w przepięknym parku. Usiadła i położyła torbę obok siebie. Nagle zobaczyła jakieś dwie sylwetki. Nie wierzyła własnym oczom. Kilkanaście metrów przed nią był Maks, z jakąś dziewczyną! Nagle ją olśniło. Dwa tygodnie wcześniej nie mogła sobie czegoś przypomnieć, teraz wreszcie jej się udało, ale nie było na to czasu! Jeżeli Maks ją tu zobaczy, zaczną się pytania i podejrzenia, a brat szybko odgadnie, że nastolatka uciekła. Nina nie mogła do tego dopuścić. Złapała za torbę i szybko wybiegła z parku. Na jej nieszczęście, był tam niejaki Hayward, policjant, którego poznała na miejscu zbrodni. Zauważył ją.
-Co ty tu robisz, młoda damo?! Wszyscy cię szukają.
-Ja...
-Robinson poweidział, że zwiałaś! Idziemy.
-Pamięta pan tę nierozwiązaną sprawę?
-Tak
-Chyba już coś wiem, podobno kobieta nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, ani bliskich...
-Idziemy!- powtórzył funkcjonariusz i zaprowadził ją do samochodu policyjnego.
-Jedziemy radiowozem?!- Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć
-Coś ci się nie podoba?- to pytanie zostało bez odpowiedzi. Całą drogę jechali w milczeniu. Jaki wstyd! Podróż wydała się Ninie wiekami podobno, gdy się czegoś boimy, chcemy, by stało się to jak najszybciej. Dziewczyna przekonała się o tym na własnej skórze. Wreszcie byli na miejscu. Nastolatka niepewnie otworzyła drzwi do mieszkania. Bała się reakcji detektywa.
___
* Sherlockians- fani serialu "Sherlock", Nina również do nich należała. Jeżeli chcecie obejrzeć ten serial, polecam na cda.pl Tu macie pierwszy odc.
Ps. Przepraszam za to tło, ale coś się zepsuło i nie mogę tego naprawić! Wybaczcie!
Poprzedniego dnia poważnie pokłóciła się z Maksem. Była wściekła i bezradna. Pod wpływem nagłego impulsu postanowiła uciec od Maksymiliana, nie wiedziała gdzie, nie miała zbyt dużo pieniędzy, ale to nie było ważne, najważniejsze, żeby być jak najdalej brata.
Napisała krótki list, który położyła w widocznym miejscu swojego pokoju. Brzmiał mniej więcej tak:
" Jeżeli to czytasz, pewnie jestem już daleko. Nie szukajcie mnie. Mam serdecznie dosyć atmosfery panującej w tym mieszkaniu, mam dosyć Maksa. Żegnam. Nina"Zdesperowana dziewczyna założyła czarną bluzę z kapturem i upięła włosy w kucyka. Wzięła kilka niezbędnych rzeczy. Po chwili namysłu, chwyciła również przybory do rysowania i kilka kartek.
Wyczuła moment, w którym jej brat wyszedł, a Robinson siedział w salonie, na kanapie. Rozmyślał. Dziewczyna cicho wymknęła się z pokoju i bezszelestnie zeszła po schodach. Cichutko otworzyła drzwi, które stawiały zdradziecki opór. Udało się, była na zewnątrz. Pozostało tylko zamknąć drzwi. Te nagle skrzypnęły. Nastolatce wydawało się, że ten dźwięk jest na tyle głośny, że mógłby obudzić zmarłego.
Nina szła bezcelowo ulicami Londynu. Jej oczom ukazało się muzeum Sherlocka Holmesa. "Baker street 221 B"- pomyślała podekscytowana. To może wydać się głupie i dziecinne, ale całe życie marzyła, by wreszcie znaleźć się pod tym adresem, bowiem Sherlock Holmes mieszkał właśnie pod Baker st. 221B! Chwilę wachała się, czy wejść, ale w końcu zdecydowała, że zrobi to przy najbliższej okazji. Spacerowała dalej. Po jakimś czasie znalazła się w przepięknym parku. Usiadła i położyła torbę obok siebie. Nagle zobaczyła jakieś dwie sylwetki. Nie wierzyła własnym oczom. Kilkanaście metrów przed nią był Maks, z jakąś dziewczyną! Nagle ją olśniło. Dwa tygodnie wcześniej nie mogła sobie czegoś przypomnieć, teraz wreszcie jej się udało, ale nie było na to czasu! Jeżeli Maks ją tu zobaczy, zaczną się pytania i podejrzenia, a brat szybko odgadnie, że nastolatka uciekła. Nina nie mogła do tego dopuścić. Złapała za torbę i szybko wybiegła z parku. Na jej nieszczęście, był tam niejaki Hayward, policjant, którego poznała na miejscu zbrodni. Zauważył ją.
-Co ty tu robisz, młoda damo?! Wszyscy cię szukają.
-Ja...
-Robinson poweidział, że zwiałaś! Idziemy.
-Pamięta pan tę nierozwiązaną sprawę?
-Tak
-Chyba już coś wiem, podobno kobieta nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, ani bliskich...
-Idziemy!- powtórzył funkcjonariusz i zaprowadził ją do samochodu policyjnego.
-Jedziemy radiowozem?!- Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć
-Coś ci się nie podoba?- to pytanie zostało bez odpowiedzi. Całą drogę jechali w milczeniu. Jaki wstyd! Podróż wydała się Ninie wiekami podobno, gdy się czegoś boimy, chcemy, by stało się to jak najszybciej. Dziewczyna przekonała się o tym na własnej skórze. Wreszcie byli na miejscu. Nastolatka niepewnie otworzyła drzwi do mieszkania. Bała się reakcji detektywa.
___
* Sherlockians- fani serialu "Sherlock", Nina również do nich należała. Jeżeli chcecie obejrzeć ten serial, polecam na cda.pl Tu macie pierwszy odc.
Ps. Przepraszam za to tło, ale coś się zepsuło i nie mogę tego naprawić! Wybaczcie!
wtorek, 1 grudnia 2015
Rozdział VI Poranek
Dziewczyna zaczęła coś rysować, ale po jakimś czasie poczuła narastający z każdą chwilą głód. Na początku chciała to ignorować ale nie, nie da rady. Tylko gdzie była kuchnia? Chyba w okolicach salonu... a może na parterze. Cóż, trzeba sprawdzić. Nina ubrała się, doprowadziła do porządku potargane włosy i schowała ledwo zaczęty rysunek do teczki. Wyszła z pomieszczenia. Jej oczom ukazali się dwaj mężczyźni.
- Nie spałaś tej nocy, prawda? - nadopiekuńczy braciszek się znalazł!
-Nie mogłam zasnąć. - powiedziała swoim normalnym tonem, udając, że nie wyczuła tego oschłego tonu w głosie Maksa.
- Nawet nie chciałaś spróbować.
-A co cię to, do obchodzi?! Najpierw przez 16 lat mnie olewasz, a teraz udajesz, że jesteś moim ojcem!
- Odpowiadam za ciebie.
-To dlatego musisz pilnować, żebym zasnęła przed 21?! Przecież nie jestem dzieckiem!
-Maks, przecież Nin nic nie zrobiła-włączył się do rozmowy Robinson- nie mogła zasnąć i tyle...
-Et tu, Brute, contra me?! *
-Z twoim bratem trudno czasem wytrzymać. Wszystkiego się czepia- udawał, że nie usłyszał słów Maksa- Chcesz śniadanie?
-Mhm- przytaknęła i weszli razem do kuchni. Tylko Maks gdzieś wyszedł. Pomieszczenie było bardzo ładnie urządzone.
-To, na co masz ochotę: kanapki, płatki z mlekiem, może budyń...- widać było, że Robinson chciał ją jak najlepiej ugościć. Czyżbym była jego pierwszym gościem na śniadaniu?
-Kanapki, ale sama umiem sobie zrobić- uśmiechnęła się
-Kawę? Herbatę? Sok?
-Sok.- przystąpiła już do czynności przyrządzania kanapek. Gdy skończyła i zaczęła je jeść, Rob się do niej przysiadł i poda ł jej szklankę soku jabłkowego.
-Jak się czujesz? No, wiesz... po wczorajszej sprawie?
-Nieźle. Było całkiem... fajnie.- dziewczyna udawała. Tak naprawdę czuła się okropnie.
-Przecież widzę.
-Wydedukowałeś to?
-Nie pamiętasz, co ci mówiłem o dedukcji? Conan Doyle się pomylił.
-Ach, racja.
-Po prostu wiem, jak się czujesz... Może to zabrzmi dziwnie, ale nie trzeba było "dedukować", żeby wiedzieć... To widać po twoim wyrazie twarzy.
-No, tak...
-Nigdy więcej cię nie zabiorę na żadną sprawę. Jesteś zbyt młoda.- powiedział delikatnie, a za razem stanowczo.
-Ale przecież ty też kiedyś tak się czułeś... no wiesz. Jakoś później przeszedłeś nad tym do porządku dziennego, teraz widok zwłok to dla ciebie... codzienność.- Nastolatka nawet nie wiedziała czemu to powiedziała.
-Codzienność?- zaśmiał się detektyw- raczej rozrywka, hobby. Często muszę się nudzić całymi dniami i czekać, aż jakiś przestępca łaskawie zechce popełnić przestępstwo- teraz oboje się śmiali
-Jesteś totalnie, jak Sherlock!
-Nie sądzę, on był geniuszem, wręcz za bardzo uzdolnionym, nie wspominając o jego bracie... W prawdziwym życiu niema takich ludzi, a ja na pewno taki nie jestem.
-Jesteś! Jesteś największym geniuszem, w Londynie... co ja mówię?! Na świecie! W pełni dorównujesz Holmesowi.
-Sugerujesz, że przytyłem? Porównujesz mnie z Mycroftem, do tego mówisz "największym"?
-Nie, nie to miałam na myśli.- widocznie nie wyczuła żartu- Jesteś jak William Holmes.
-William? - nawet nie zauważyli, jak do pomieszczenia wszedł Maks
-William Sherlock Scott Holmes. Tak się nazywał Sherlock Holmes, geniuszu.- ostatni wyraz był wypowiedziany nad wyraz sarkastycznie.
-W przeciwieństwie do ciebie nie jestem zakochany w Sherlocku Holmesie, Nin.- twarz dziewczyny wyraźnie się zarumieniła, nastolatka była zmieszana. Tak, to prawda, że kochała Sherlocka, ale to była taka jej tajemnica. Nie chciała, żeby ktokolwiek się domyślił, że zakochała się w nieistniejącej postaci z książek!
- Masz coś do Holmesa?- za Niną wstawił się Rob.
-Nie... nieważne.- brat dziewczyny zaczął robić sobie kawę. Nastała chwila milczenia. Wreszcie Nina postanowiła zapytać się Robinsona o coś, co nie dawało jej spokoju:
-Rob, czemu nie nazywasz się bardziej... polsko, przecież jesteś Polakiem?
-Zmieniłem sobie imię i nazwisko. Kiedyś nazywałem się Robert Wilmowski.- zmienił nazwisko! No jasne, jaka ja jestem głupia!
-A czemu zmieniłeś?
-Z dwóch powodów: po pierwsze nikt nie umiał poprawnie wymówić mojego imienia, ani nazwiska, a po drugie, szczerze nienawidzę swojego poprzedniego imienia.
-Acha...- powiedziała w zamyśleniu i zajęła się konsumowaniem swojego posiłku.
_____
*Et tu Brute, contra me-(łc.) i ty, Brutusie, przeciwko mnie?; słowa Cezara wypowiedziane przed śmiercią.
- Nie spałaś tej nocy, prawda? - nadopiekuńczy braciszek się znalazł!
-Nie mogłam zasnąć. - powiedziała swoim normalnym tonem, udając, że nie wyczuła tego oschłego tonu w głosie Maksa.
- Nawet nie chciałaś spróbować.
-A co cię to, do obchodzi?! Najpierw przez 16 lat mnie olewasz, a teraz udajesz, że jesteś moim ojcem!
- Odpowiadam za ciebie.
-To dlatego musisz pilnować, żebym zasnęła przed 21?! Przecież nie jestem dzieckiem!
-Maks, przecież Nin nic nie zrobiła-włączył się do rozmowy Robinson- nie mogła zasnąć i tyle...
-Et tu, Brute, contra me?! *
-Z twoim bratem trudno czasem wytrzymać. Wszystkiego się czepia- udawał, że nie usłyszał słów Maksa- Chcesz śniadanie?
-Mhm- przytaknęła i weszli razem do kuchni. Tylko Maks gdzieś wyszedł. Pomieszczenie było bardzo ładnie urządzone.
-To, na co masz ochotę: kanapki, płatki z mlekiem, może budyń...- widać było, że Robinson chciał ją jak najlepiej ugościć. Czyżbym była jego pierwszym gościem na śniadaniu?
-Kanapki, ale sama umiem sobie zrobić- uśmiechnęła się
-Kawę? Herbatę? Sok?
-Sok.- przystąpiła już do czynności przyrządzania kanapek. Gdy skończyła i zaczęła je jeść, Rob się do niej przysiadł i poda ł jej szklankę soku jabłkowego.
-Jak się czujesz? No, wiesz... po wczorajszej sprawie?
-Nieźle. Było całkiem... fajnie.- dziewczyna udawała. Tak naprawdę czuła się okropnie.
-Przecież widzę.
-Wydedukowałeś to?
-Nie pamiętasz, co ci mówiłem o dedukcji? Conan Doyle się pomylił.
-Ach, racja.
-Po prostu wiem, jak się czujesz... Może to zabrzmi dziwnie, ale nie trzeba było "dedukować", żeby wiedzieć... To widać po twoim wyrazie twarzy.
-No, tak...
-Nigdy więcej cię nie zabiorę na żadną sprawę. Jesteś zbyt młoda.- powiedział delikatnie, a za razem stanowczo.
-Ale przecież ty też kiedyś tak się czułeś... no wiesz. Jakoś później przeszedłeś nad tym do porządku dziennego, teraz widok zwłok to dla ciebie... codzienność.- Nastolatka nawet nie wiedziała czemu to powiedziała.
-Codzienność?- zaśmiał się detektyw- raczej rozrywka, hobby. Często muszę się nudzić całymi dniami i czekać, aż jakiś przestępca łaskawie zechce popełnić przestępstwo- teraz oboje się śmiali
-Jesteś totalnie, jak Sherlock!
-Nie sądzę, on był geniuszem, wręcz za bardzo uzdolnionym, nie wspominając o jego bracie... W prawdziwym życiu niema takich ludzi, a ja na pewno taki nie jestem.
-Jesteś! Jesteś największym geniuszem, w Londynie... co ja mówię?! Na świecie! W pełni dorównujesz Holmesowi.
-Sugerujesz, że przytyłem? Porównujesz mnie z Mycroftem, do tego mówisz "największym"?
-Nie, nie to miałam na myśli.- widocznie nie wyczuła żartu- Jesteś jak William Holmes.
-William? - nawet nie zauważyli, jak do pomieszczenia wszedł Maks
-William Sherlock Scott Holmes. Tak się nazywał Sherlock Holmes, geniuszu.- ostatni wyraz był wypowiedziany nad wyraz sarkastycznie.
-W przeciwieństwie do ciebie nie jestem zakochany w Sherlocku Holmesie, Nin.- twarz dziewczyny wyraźnie się zarumieniła, nastolatka była zmieszana. Tak, to prawda, że kochała Sherlocka, ale to była taka jej tajemnica. Nie chciała, żeby ktokolwiek się domyślił, że zakochała się w nieistniejącej postaci z książek!
- Masz coś do Holmesa?- za Niną wstawił się Rob.
-Nie... nieważne.- brat dziewczyny zaczął robić sobie kawę. Nastała chwila milczenia. Wreszcie Nina postanowiła zapytać się Robinsona o coś, co nie dawało jej spokoju:
-Rob, czemu nie nazywasz się bardziej... polsko, przecież jesteś Polakiem?
-Zmieniłem sobie imię i nazwisko. Kiedyś nazywałem się Robert Wilmowski.- zmienił nazwisko! No jasne, jaka ja jestem głupia!
-A czemu zmieniłeś?
-Z dwóch powodów: po pierwsze nikt nie umiał poprawnie wymówić mojego imienia, ani nazwiska, a po drugie, szczerze nienawidzę swojego poprzedniego imienia.
-Acha...- powiedziała w zamyśleniu i zajęła się konsumowaniem swojego posiłku.
_____
*Et tu Brute, contra me-(łc.) i ty, Brutusie, przeciwko mnie?; słowa Cezara wypowiedziane przed śmiercią.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

