Witam! Bardzo przepraszam, że tak dawno nie było nowych rozdziałów, ale to nie tylko ode mnie zależy. Parę zamówień na rysunki, prezenty dla najbliższych, czy choćby szkoła to tylko mały fragment tego przedświątecznego urwania głowy! Ale, nie. Spokojnie, nikomu nie urwałam głowy... jeszcze!
Życzę wam na święta zdrowia, szczęścia, radości,
pod choinką- wspaniałości!
Spełnienia marzeń,
wspaniałych wrażeń.
Pysznej kolacji,
a za kilka miesięcy- udanych wakacji.
By Mikołaj tobie dał,
co byś tylko sobie chciał.
Żeby święta-czas przepiękny
przyniósł radość... i prezenty,
Żeby w domach zagościła
Radość, zdrowie, no i siła.
Żeby śniegu było też...
wiem, że właśnie tego chcesz!
Dużo śmiechu i radości,
oczywiście, zero złości,
nienawiści i przemocy,
bo tej nocy
świt cudowny staje się.
Każdy chyba tego chce.
Przepięknych świąt, smacznej choinki i wesołego karpia! Czy jakoś tak... Wszystkiego dobrego!
czwartek, 24 grudnia 2015
sobota, 5 grudnia 2015
Rozdział VIII Reakcja detektywa
W mieszkaniu czekał na nią Rob, gdy dziewczyna weszła do środka wprowadzona przez policjanta, Hayward zamienił z detektywem kilka zdań, po czym wyszedł.
Nina była pewna, że za raz Robinson weźmie ją na rozmowę. Tę nieprzyjemną rozmowę, którą zawsze musiała odbywać z rodzicami, gdy coś "nabroiła" (nawet, jeśli to Maks na nią zwalał całą winę!). Przypomniało jej się dzieciństwo. Nagle zadzwonił jej telefon.
-Przepraszam na chwilę- powiedziała, a widziawszy jego skinienie głową, wyszła i odebrała. To Katy, jej przyjaciółka. Obie należały do Sherlockians*, obie były równie świrnięte. Odbyły krótką rozmowę (oczywiście, po angielsku); Okazało się, że grupka Sherlockians chce razem z nią wyjść na pizzę i pogadać o najnowszym zwiastunie (faktycznie, zwiastun robił wrażenie). Nina powiedziała, że nie jest pewna, czy będzie mogła wyjść i jak się dowie, napisze SMS-a.
Nastolatka z powrotem weszła do pomieszczenia. Panowała chwilę pełna wyczekiwania cisza.
-Przepraszam.
-Następnym razem powinnaś bardziej uważać.- zaśmiał się- Drzwi skrzypią.
-Em... Dobrze
-Mam jednak nadzieję, że nie będzie następnego razu. -uśmiechnął się
-Dobrze.
-Obiecujesz?
-T..tak
-Podobno masz coś nowego, w sprawie śledztwa. - uśmiech Robinsona był coraz większy
-Tak, nie wiem, czy to istotne...
-Jestem pewien, że tak.
-Więc, gdy byłam w parku, zobaczyłam Maksa, z jakąś kobietą.
-Lily, jego narzeczona.
-Skąd wiesz... z resztą nieważne. Chwilę na nich patrzyłam, zastanawiając się, czy są parą, i przypomniałam sobie ofiarę... a właściwie jej biżuterię. Ona miała na sobie obrączkę, więc to raczej niemożliwe, żeby nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, czy bliskich.
-Faktycznie! - powiedział zamyślony- Nie wpadłem na to, by patrzeć na jej biżuterię. Jaki ja byłem głupi! Twoje spostrzeżenie bardzo pomoże w śledztwie. Rzuciłaś sporo światła na tę sprawę**- zacytował.
-Naprawdę- zdziwiła się nastolatka
-Tak. Dziękuję.
-Czyli nie gniewasz się, że uciekłam?
-Nie... chyba powinienem cię zganić za nieposłuszeństwo... Nie nadaję się na opiekuna. Jestem wdzięczny za info.
-Nadajesz się! Przynajmniej bardziej niż Maks...- dodała po chwili.
-Nie sądzę, brat bardzo o ciebie dba, czuje się za ciebie odpowiedzialny.
-Czyli odpowiedzialność polega na wrzeszczeniu za wszystko co zrobię i traktowaniu mnie jak pięciolatkę?
-Jestem pewien, że chce dla ciebie jak najlepiej, tylko tego nie okazuje. Daj mu szansę. Pogadam z nim o tym.
-Dzięki.
-Wracając do sprawy, czemu zawsze obrączka?
-Pewnie śluby sprzyjają morderstwom- oboje zaśmiali się szczerze
-Dla tego nie mam zamiaru się żenić.
-Nie bądź, jak Sherlock: nieczuły, pozbawiony choć odrobiny miłości i oschły.
-Musisz przyznać, że przyjacielem był dobrym...
-Jako eksperyment mógłby sprawdzić, jak długo może przeżyć powieszony człowiek, a John byłby "pod ręką".
-Nie przesadzaj, Nin.- Oboje znów się śmiali, gdy wszedł Maks, dziwnie wesoły.
-Hejka- przywitał się.
-Czemu nic mi nie powiedziałeś?
-O czym ?
-Chyba jako siostra powinnam wiedzieć, że planujesz swój ślub!
-Nie, czemu?
-Eh... jestem twoją siostrą- powiedziała powoli, z naciskiem na ostatni wyraz
-I?
-Powinnam wiedzieć takie rzeczy...
-Czemu?- wyraźnie się droczył
-Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że jesteś aż taki tępy!
-Doprawdy?
-Tak.
-Maks, twoja siostra- Zaraz mnie wyda?- Bardzo pomogła nam w śledztwie.- Uff-To prawda? -Zapytał ją starszy brat
-Tak.
-Brawo. Ja pomogłem w połowie śledztw Roba.
-Wcale nie. Jeszcze nigdy mi nie pomogłeś.- zaprotestował detektyw
-No, dobra, ale to dzięki mnie miał kawę... Ja robiłem mu zakupy.
-To również nie prawda- stwierdził Robinson- sam sobie kupowałem kawę.
-Towarzyszyłem mu przy kilku sprawach, żeby nie był samotny.- Nina spojrzała na Robinsona, on tylko pokiwał głową na znak protestu
-Sam błagałeś, żeby mi towarzyszyć.
__
*Sherlockians- fani serialu "Sherlock"
** Sherlock Holmes często mówił o "rzucaniu światła na jakąś sprawę"
Nina była pewna, że za raz Robinson weźmie ją na rozmowę. Tę nieprzyjemną rozmowę, którą zawsze musiała odbywać z rodzicami, gdy coś "nabroiła" (nawet, jeśli to Maks na nią zwalał całą winę!). Przypomniało jej się dzieciństwo. Nagle zadzwonił jej telefon.
-Przepraszam na chwilę- powiedziała, a widziawszy jego skinienie głową, wyszła i odebrała. To Katy, jej przyjaciółka. Obie należały do Sherlockians*, obie były równie świrnięte. Odbyły krótką rozmowę (oczywiście, po angielsku); Okazało się, że grupka Sherlockians chce razem z nią wyjść na pizzę i pogadać o najnowszym zwiastunie (faktycznie, zwiastun robił wrażenie). Nina powiedziała, że nie jest pewna, czy będzie mogła wyjść i jak się dowie, napisze SMS-a.
Nastolatka z powrotem weszła do pomieszczenia. Panowała chwilę pełna wyczekiwania cisza.
-Przepraszam.
-Następnym razem powinnaś bardziej uważać.- zaśmiał się- Drzwi skrzypią.
-Em... Dobrze
-Mam jednak nadzieję, że nie będzie następnego razu. -uśmiechnął się
-Dobrze.
-Obiecujesz?
-T..tak
-Podobno masz coś nowego, w sprawie śledztwa. - uśmiech Robinsona był coraz większy
-Tak, nie wiem, czy to istotne...
-Jestem pewien, że tak.
-Więc, gdy byłam w parku, zobaczyłam Maksa, z jakąś kobietą.
-Lily, jego narzeczona.
-Skąd wiesz... z resztą nieważne. Chwilę na nich patrzyłam, zastanawiając się, czy są parą, i przypomniałam sobie ofiarę... a właściwie jej biżuterię. Ona miała na sobie obrączkę, więc to raczej niemożliwe, żeby nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, czy bliskich.
-Faktycznie! - powiedział zamyślony- Nie wpadłem na to, by patrzeć na jej biżuterię. Jaki ja byłem głupi! Twoje spostrzeżenie bardzo pomoże w śledztwie. Rzuciłaś sporo światła na tę sprawę**- zacytował.
-Naprawdę- zdziwiła się nastolatka
-Tak. Dziękuję.
-Czyli nie gniewasz się, że uciekłam?
-Nie... chyba powinienem cię zganić za nieposłuszeństwo... Nie nadaję się na opiekuna. Jestem wdzięczny za info.
-Nadajesz się! Przynajmniej bardziej niż Maks...- dodała po chwili.
-Nie sądzę, brat bardzo o ciebie dba, czuje się za ciebie odpowiedzialny.
-Czyli odpowiedzialność polega na wrzeszczeniu za wszystko co zrobię i traktowaniu mnie jak pięciolatkę?
-Jestem pewien, że chce dla ciebie jak najlepiej, tylko tego nie okazuje. Daj mu szansę. Pogadam z nim o tym.
-Dzięki.
-Wracając do sprawy, czemu zawsze obrączka?
-Pewnie śluby sprzyjają morderstwom- oboje zaśmiali się szczerze
-Dla tego nie mam zamiaru się żenić.
-Nie bądź, jak Sherlock: nieczuły, pozbawiony choć odrobiny miłości i oschły.
-Musisz przyznać, że przyjacielem był dobrym...
-Jako eksperyment mógłby sprawdzić, jak długo może przeżyć powieszony człowiek, a John byłby "pod ręką".
-Nie przesadzaj, Nin.- Oboje znów się śmiali, gdy wszedł Maks, dziwnie wesoły.
-Hejka- przywitał się.
-Czemu nic mi nie powiedziałeś?
-O czym ?
-Chyba jako siostra powinnam wiedzieć, że planujesz swój ślub!
-Nie, czemu?
-Eh... jestem twoją siostrą- powiedziała powoli, z naciskiem na ostatni wyraz
-I?
-Powinnam wiedzieć takie rzeczy...
-Czemu?- wyraźnie się droczył
-Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że jesteś aż taki tępy!
-Doprawdy?
-Tak.
-Maks, twoja siostra- Zaraz mnie wyda?- Bardzo pomogła nam w śledztwie.- Uff-To prawda? -Zapytał ją starszy brat
-Tak.
-Brawo. Ja pomogłem w połowie śledztw Roba.
-Wcale nie. Jeszcze nigdy mi nie pomogłeś.- zaprotestował detektyw
-No, dobra, ale to dzięki mnie miał kawę... Ja robiłem mu zakupy.
-To również nie prawda- stwierdził Robinson- sam sobie kupowałem kawę.
-Towarzyszyłem mu przy kilku sprawach, żeby nie był samotny.- Nina spojrzała na Robinsona, on tylko pokiwał głową na znak protestu
-Sam błagałeś, żeby mi towarzyszyć.
__
*Sherlockians- fani serialu "Sherlock"
** Sherlock Holmes często mówił o "rzucaniu światła na jakąś sprawę"
piątek, 4 grudnia 2015
Rozdział VII Ucieczka
Nina
spędziła już w Anglii niecałe dwa tygodnie. Chodziła ze znajomymi
Sherlockians* zwiedzać miasto, czy choćby zjeść pizzę. Dziewczyna
zaczęła się przyzwyczajać do londyńskiej pogody, a Robinson z idola
przekształcił się w przyjaciela. Nadal pamiętała jednak swoje pierwsze
i, najprawdopodobniej ostatnie śledztwo. W głębi serca chciała jednak rozwiązać jakąś zagadkę kryminalną (choćby nawet tę, która pozostała w martwym punkcie).
Poprzedniego dnia poważnie pokłóciła się z Maksem. Była wściekła i bezradna. Pod wpływem nagłego impulsu postanowiła uciec od Maksymiliana, nie wiedziała gdzie, nie miała zbyt dużo pieniędzy, ale to nie było ważne, najważniejsze, żeby być jak najdalej brata.
Napisała krótki list, który położyła w widocznym miejscu swojego pokoju. Brzmiał mniej więcej tak:
" Jeżeli to czytasz, pewnie jestem już daleko. Nie szukajcie mnie. Mam serdecznie dosyć atmosfery panującej w tym mieszkaniu, mam dosyć Maksa. Żegnam. Nina"Zdesperowana dziewczyna założyła czarną bluzę z kapturem i upięła włosy w kucyka. Wzięła kilka niezbędnych rzeczy. Po chwili namysłu, chwyciła również przybory do rysowania i kilka kartek.
Wyczuła moment, w którym jej brat wyszedł, a Robinson siedział w salonie, na kanapie. Rozmyślał. Dziewczyna cicho wymknęła się z pokoju i bezszelestnie zeszła po schodach. Cichutko otworzyła drzwi, które stawiały zdradziecki opór. Udało się, była na zewnątrz. Pozostało tylko zamknąć drzwi. Te nagle skrzypnęły. Nastolatce wydawało się, że ten dźwięk jest na tyle głośny, że mógłby obudzić zmarłego.
Nina szła bezcelowo ulicami Londynu. Jej oczom ukazało się muzeum Sherlocka Holmesa. "Baker street 221 B"- pomyślała podekscytowana. To może wydać się głupie i dziecinne, ale całe życie marzyła, by wreszcie znaleźć się pod tym adresem, bowiem Sherlock Holmes mieszkał właśnie pod Baker st. 221B! Chwilę wachała się, czy wejść, ale w końcu zdecydowała, że zrobi to przy najbliższej okazji. Spacerowała dalej. Po jakimś czasie znalazła się w przepięknym parku. Usiadła i położyła torbę obok siebie. Nagle zobaczyła jakieś dwie sylwetki. Nie wierzyła własnym oczom. Kilkanaście metrów przed nią był Maks, z jakąś dziewczyną! Nagle ją olśniło. Dwa tygodnie wcześniej nie mogła sobie czegoś przypomnieć, teraz wreszcie jej się udało, ale nie było na to czasu! Jeżeli Maks ją tu zobaczy, zaczną się pytania i podejrzenia, a brat szybko odgadnie, że nastolatka uciekła. Nina nie mogła do tego dopuścić. Złapała za torbę i szybko wybiegła z parku. Na jej nieszczęście, był tam niejaki Hayward, policjant, którego poznała na miejscu zbrodni. Zauważył ją.
-Co ty tu robisz, młoda damo?! Wszyscy cię szukają.
-Ja...
-Robinson poweidział, że zwiałaś! Idziemy.
-Pamięta pan tę nierozwiązaną sprawę?
-Tak
-Chyba już coś wiem, podobno kobieta nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, ani bliskich...
-Idziemy!- powtórzył funkcjonariusz i zaprowadził ją do samochodu policyjnego.
-Jedziemy radiowozem?!- Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć
-Coś ci się nie podoba?- to pytanie zostało bez odpowiedzi. Całą drogę jechali w milczeniu. Jaki wstyd! Podróż wydała się Ninie wiekami podobno, gdy się czegoś boimy, chcemy, by stało się to jak najszybciej. Dziewczyna przekonała się o tym na własnej skórze. Wreszcie byli na miejscu. Nastolatka niepewnie otworzyła drzwi do mieszkania. Bała się reakcji detektywa.
___
* Sherlockians- fani serialu "Sherlock", Nina również do nich należała. Jeżeli chcecie obejrzeć ten serial, polecam na cda.pl Tu macie pierwszy odc.
Ps. Przepraszam za to tło, ale coś się zepsuło i nie mogę tego naprawić! Wybaczcie!
Poprzedniego dnia poważnie pokłóciła się z Maksem. Była wściekła i bezradna. Pod wpływem nagłego impulsu postanowiła uciec od Maksymiliana, nie wiedziała gdzie, nie miała zbyt dużo pieniędzy, ale to nie było ważne, najważniejsze, żeby być jak najdalej brata.
Napisała krótki list, który położyła w widocznym miejscu swojego pokoju. Brzmiał mniej więcej tak:
" Jeżeli to czytasz, pewnie jestem już daleko. Nie szukajcie mnie. Mam serdecznie dosyć atmosfery panującej w tym mieszkaniu, mam dosyć Maksa. Żegnam. Nina"Zdesperowana dziewczyna założyła czarną bluzę z kapturem i upięła włosy w kucyka. Wzięła kilka niezbędnych rzeczy. Po chwili namysłu, chwyciła również przybory do rysowania i kilka kartek.
Wyczuła moment, w którym jej brat wyszedł, a Robinson siedział w salonie, na kanapie. Rozmyślał. Dziewczyna cicho wymknęła się z pokoju i bezszelestnie zeszła po schodach. Cichutko otworzyła drzwi, które stawiały zdradziecki opór. Udało się, była na zewnątrz. Pozostało tylko zamknąć drzwi. Te nagle skrzypnęły. Nastolatce wydawało się, że ten dźwięk jest na tyle głośny, że mógłby obudzić zmarłego.
Nina szła bezcelowo ulicami Londynu. Jej oczom ukazało się muzeum Sherlocka Holmesa. "Baker street 221 B"- pomyślała podekscytowana. To może wydać się głupie i dziecinne, ale całe życie marzyła, by wreszcie znaleźć się pod tym adresem, bowiem Sherlock Holmes mieszkał właśnie pod Baker st. 221B! Chwilę wachała się, czy wejść, ale w końcu zdecydowała, że zrobi to przy najbliższej okazji. Spacerowała dalej. Po jakimś czasie znalazła się w przepięknym parku. Usiadła i położyła torbę obok siebie. Nagle zobaczyła jakieś dwie sylwetki. Nie wierzyła własnym oczom. Kilkanaście metrów przed nią był Maks, z jakąś dziewczyną! Nagle ją olśniło. Dwa tygodnie wcześniej nie mogła sobie czegoś przypomnieć, teraz wreszcie jej się udało, ale nie było na to czasu! Jeżeli Maks ją tu zobaczy, zaczną się pytania i podejrzenia, a brat szybko odgadnie, że nastolatka uciekła. Nina nie mogła do tego dopuścić. Złapała za torbę i szybko wybiegła z parku. Na jej nieszczęście, był tam niejaki Hayward, policjant, którego poznała na miejscu zbrodni. Zauważył ją.
-Co ty tu robisz, młoda damo?! Wszyscy cię szukają.
-Ja...
-Robinson poweidział, że zwiałaś! Idziemy.
-Pamięta pan tę nierozwiązaną sprawę?
-Tak
-Chyba już coś wiem, podobno kobieta nie miała żadnej rodziny, przyjaciół, ani bliskich...
-Idziemy!- powtórzył funkcjonariusz i zaprowadził ją do samochodu policyjnego.
-Jedziemy radiowozem?!- Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć
-Coś ci się nie podoba?- to pytanie zostało bez odpowiedzi. Całą drogę jechali w milczeniu. Jaki wstyd! Podróż wydała się Ninie wiekami podobno, gdy się czegoś boimy, chcemy, by stało się to jak najszybciej. Dziewczyna przekonała się o tym na własnej skórze. Wreszcie byli na miejscu. Nastolatka niepewnie otworzyła drzwi do mieszkania. Bała się reakcji detektywa.
___
* Sherlockians- fani serialu "Sherlock", Nina również do nich należała. Jeżeli chcecie obejrzeć ten serial, polecam na cda.pl Tu macie pierwszy odc.
Ps. Przepraszam za to tło, ale coś się zepsuło i nie mogę tego naprawić! Wybaczcie!
wtorek, 1 grudnia 2015
Rozdział VI Poranek
Dziewczyna zaczęła coś rysować, ale po jakimś czasie poczuła narastający z każdą chwilą głód. Na początku chciała to ignorować ale nie, nie da rady. Tylko gdzie była kuchnia? Chyba w okolicach salonu... a może na parterze. Cóż, trzeba sprawdzić. Nina ubrała się, doprowadziła do porządku potargane włosy i schowała ledwo zaczęty rysunek do teczki. Wyszła z pomieszczenia. Jej oczom ukazali się dwaj mężczyźni.
- Nie spałaś tej nocy, prawda? - nadopiekuńczy braciszek się znalazł!
-Nie mogłam zasnąć. - powiedziała swoim normalnym tonem, udając, że nie wyczuła tego oschłego tonu w głosie Maksa.
- Nawet nie chciałaś spróbować.
-A co cię to, do obchodzi?! Najpierw przez 16 lat mnie olewasz, a teraz udajesz, że jesteś moim ojcem!
- Odpowiadam za ciebie.
-To dlatego musisz pilnować, żebym zasnęła przed 21?! Przecież nie jestem dzieckiem!
-Maks, przecież Nin nic nie zrobiła-włączył się do rozmowy Robinson- nie mogła zasnąć i tyle...
-Et tu, Brute, contra me?! *
-Z twoim bratem trudno czasem wytrzymać. Wszystkiego się czepia- udawał, że nie usłyszał słów Maksa- Chcesz śniadanie?
-Mhm- przytaknęła i weszli razem do kuchni. Tylko Maks gdzieś wyszedł. Pomieszczenie było bardzo ładnie urządzone.
-To, na co masz ochotę: kanapki, płatki z mlekiem, może budyń...- widać było, że Robinson chciał ją jak najlepiej ugościć. Czyżbym była jego pierwszym gościem na śniadaniu?
-Kanapki, ale sama umiem sobie zrobić- uśmiechnęła się
-Kawę? Herbatę? Sok?
-Sok.- przystąpiła już do czynności przyrządzania kanapek. Gdy skończyła i zaczęła je jeść, Rob się do niej przysiadł i poda ł jej szklankę soku jabłkowego.
-Jak się czujesz? No, wiesz... po wczorajszej sprawie?
-Nieźle. Było całkiem... fajnie.- dziewczyna udawała. Tak naprawdę czuła się okropnie.
-Przecież widzę.
-Wydedukowałeś to?
-Nie pamiętasz, co ci mówiłem o dedukcji? Conan Doyle się pomylił.
-Ach, racja.
-Po prostu wiem, jak się czujesz... Może to zabrzmi dziwnie, ale nie trzeba było "dedukować", żeby wiedzieć... To widać po twoim wyrazie twarzy.
-No, tak...
-Nigdy więcej cię nie zabiorę na żadną sprawę. Jesteś zbyt młoda.- powiedział delikatnie, a za razem stanowczo.
-Ale przecież ty też kiedyś tak się czułeś... no wiesz. Jakoś później przeszedłeś nad tym do porządku dziennego, teraz widok zwłok to dla ciebie... codzienność.- Nastolatka nawet nie wiedziała czemu to powiedziała.
-Codzienność?- zaśmiał się detektyw- raczej rozrywka, hobby. Często muszę się nudzić całymi dniami i czekać, aż jakiś przestępca łaskawie zechce popełnić przestępstwo- teraz oboje się śmiali
-Jesteś totalnie, jak Sherlock!
-Nie sądzę, on był geniuszem, wręcz za bardzo uzdolnionym, nie wspominając o jego bracie... W prawdziwym życiu niema takich ludzi, a ja na pewno taki nie jestem.
-Jesteś! Jesteś największym geniuszem, w Londynie... co ja mówię?! Na świecie! W pełni dorównujesz Holmesowi.
-Sugerujesz, że przytyłem? Porównujesz mnie z Mycroftem, do tego mówisz "największym"?
-Nie, nie to miałam na myśli.- widocznie nie wyczuła żartu- Jesteś jak William Holmes.
-William? - nawet nie zauważyli, jak do pomieszczenia wszedł Maks
-William Sherlock Scott Holmes. Tak się nazywał Sherlock Holmes, geniuszu.- ostatni wyraz był wypowiedziany nad wyraz sarkastycznie.
-W przeciwieństwie do ciebie nie jestem zakochany w Sherlocku Holmesie, Nin.- twarz dziewczyny wyraźnie się zarumieniła, nastolatka była zmieszana. Tak, to prawda, że kochała Sherlocka, ale to była taka jej tajemnica. Nie chciała, żeby ktokolwiek się domyślił, że zakochała się w nieistniejącej postaci z książek!
- Masz coś do Holmesa?- za Niną wstawił się Rob.
-Nie... nieważne.- brat dziewczyny zaczął robić sobie kawę. Nastała chwila milczenia. Wreszcie Nina postanowiła zapytać się Robinsona o coś, co nie dawało jej spokoju:
-Rob, czemu nie nazywasz się bardziej... polsko, przecież jesteś Polakiem?
-Zmieniłem sobie imię i nazwisko. Kiedyś nazywałem się Robert Wilmowski.- zmienił nazwisko! No jasne, jaka ja jestem głupia!
-A czemu zmieniłeś?
-Z dwóch powodów: po pierwsze nikt nie umiał poprawnie wymówić mojego imienia, ani nazwiska, a po drugie, szczerze nienawidzę swojego poprzedniego imienia.
-Acha...- powiedziała w zamyśleniu i zajęła się konsumowaniem swojego posiłku.
_____
*Et tu Brute, contra me-(łc.) i ty, Brutusie, przeciwko mnie?; słowa Cezara wypowiedziane przed śmiercią.
- Nie spałaś tej nocy, prawda? - nadopiekuńczy braciszek się znalazł!
-Nie mogłam zasnąć. - powiedziała swoim normalnym tonem, udając, że nie wyczuła tego oschłego tonu w głosie Maksa.
- Nawet nie chciałaś spróbować.
-A co cię to, do obchodzi?! Najpierw przez 16 lat mnie olewasz, a teraz udajesz, że jesteś moim ojcem!
- Odpowiadam za ciebie.
-To dlatego musisz pilnować, żebym zasnęła przed 21?! Przecież nie jestem dzieckiem!
-Maks, przecież Nin nic nie zrobiła-włączył się do rozmowy Robinson- nie mogła zasnąć i tyle...
-Et tu, Brute, contra me?! *
-Z twoim bratem trudno czasem wytrzymać. Wszystkiego się czepia- udawał, że nie usłyszał słów Maksa- Chcesz śniadanie?
-Mhm- przytaknęła i weszli razem do kuchni. Tylko Maks gdzieś wyszedł. Pomieszczenie było bardzo ładnie urządzone.
-To, na co masz ochotę: kanapki, płatki z mlekiem, może budyń...- widać było, że Robinson chciał ją jak najlepiej ugościć. Czyżbym była jego pierwszym gościem na śniadaniu?
-Kanapki, ale sama umiem sobie zrobić- uśmiechnęła się
-Kawę? Herbatę? Sok?
-Sok.- przystąpiła już do czynności przyrządzania kanapek. Gdy skończyła i zaczęła je jeść, Rob się do niej przysiadł i poda ł jej szklankę soku jabłkowego.
-Jak się czujesz? No, wiesz... po wczorajszej sprawie?
-Nieźle. Było całkiem... fajnie.- dziewczyna udawała. Tak naprawdę czuła się okropnie.
-Przecież widzę.
-Wydedukowałeś to?
-Nie pamiętasz, co ci mówiłem o dedukcji? Conan Doyle się pomylił.
-Ach, racja.
-Po prostu wiem, jak się czujesz... Może to zabrzmi dziwnie, ale nie trzeba było "dedukować", żeby wiedzieć... To widać po twoim wyrazie twarzy.
-No, tak...
-Nigdy więcej cię nie zabiorę na żadną sprawę. Jesteś zbyt młoda.- powiedział delikatnie, a za razem stanowczo.
-Ale przecież ty też kiedyś tak się czułeś... no wiesz. Jakoś później przeszedłeś nad tym do porządku dziennego, teraz widok zwłok to dla ciebie... codzienność.- Nastolatka nawet nie wiedziała czemu to powiedziała.
-Codzienność?- zaśmiał się detektyw- raczej rozrywka, hobby. Często muszę się nudzić całymi dniami i czekać, aż jakiś przestępca łaskawie zechce popełnić przestępstwo- teraz oboje się śmiali
-Jesteś totalnie, jak Sherlock!
-Nie sądzę, on był geniuszem, wręcz za bardzo uzdolnionym, nie wspominając o jego bracie... W prawdziwym życiu niema takich ludzi, a ja na pewno taki nie jestem.
-Jesteś! Jesteś największym geniuszem, w Londynie... co ja mówię?! Na świecie! W pełni dorównujesz Holmesowi.
-Sugerujesz, że przytyłem? Porównujesz mnie z Mycroftem, do tego mówisz "największym"?
-Nie, nie to miałam na myśli.- widocznie nie wyczuła żartu- Jesteś jak William Holmes.
-William? - nawet nie zauważyli, jak do pomieszczenia wszedł Maks
-William Sherlock Scott Holmes. Tak się nazywał Sherlock Holmes, geniuszu.- ostatni wyraz był wypowiedziany nad wyraz sarkastycznie.
-W przeciwieństwie do ciebie nie jestem zakochany w Sherlocku Holmesie, Nin.- twarz dziewczyny wyraźnie się zarumieniła, nastolatka była zmieszana. Tak, to prawda, że kochała Sherlocka, ale to była taka jej tajemnica. Nie chciała, żeby ktokolwiek się domyślił, że zakochała się w nieistniejącej postaci z książek!
- Masz coś do Holmesa?- za Niną wstawił się Rob.
-Nie... nieważne.- brat dziewczyny zaczął robić sobie kawę. Nastała chwila milczenia. Wreszcie Nina postanowiła zapytać się Robinsona o coś, co nie dawało jej spokoju:
-Rob, czemu nie nazywasz się bardziej... polsko, przecież jesteś Polakiem?
-Zmieniłem sobie imię i nazwisko. Kiedyś nazywałem się Robert Wilmowski.- zmienił nazwisko! No jasne, jaka ja jestem głupia!
-A czemu zmieniłeś?
-Z dwóch powodów: po pierwsze nikt nie umiał poprawnie wymówić mojego imienia, ani nazwiska, a po drugie, szczerze nienawidzę swojego poprzedniego imienia.
-Acha...- powiedziała w zamyśleniu i zajęła się konsumowaniem swojego posiłku.
_____
*Et tu Brute, contra me-(łc.) i ty, Brutusie, przeciwko mnie?; słowa Cezara wypowiedziane przed śmiercią.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
