poniedziałek, 28 marca 2016

Rozdział X

  Nina usłyszała dźwięk budzika. Niechętnie wstała, ubrała się i uczesała. Chciałaby spać jeszcze conajmniej godzinę, ale postanowiła codziennie wstawać o 6.30. Gdy poszła do kuchni, nikogo tam nie było. Wszyscy jeszcze spali. Otworzyła lodówkę. Nie było nic smacznego. Sprawdziła zapasy żywności. Nie było nawet bułek, ani chleba na śniadanie. Znowu to ja muszę iść.- pomyślała z niemałą irytacją. Zarzuciła na siebie bluzę i wzięła portfel, po czym sprawdziła godzinę (była 6. 55) i z niechęcią wyszła.

  - Rob, nie widziałeś młodej?
 - Twojej siostry? Nie. - odparł spokojnym głosem,  popijając kawę  Rob.
 - Nie ma jej w jej pokoju. - zauważył Maks.
 - Nie ma też bułek. - stwierdził z przekąsem - Może poszła do sklepu? Zaraz pewnie wróci - próbował uspokoić przyjaciela detektyw.
 - Tylko, że... Eh, mam złe przeczucia.
 - Jak zawsze - uśmiechnął się Robinson. - Czemu tak się o nią martwisz. No wiesz, za każdym razem, gdy jej nie ma?
 - Nie miałeś nigdy młodszego rodzeństwa. Nie wiem, czy to zrozumiesz... Po prostu czuję się za nią odpowiedzialny... Jest moją siostrą. Moją kochaną młodszą siostrzyczką. - westchnął, po czym jakby coś sobie przypominając, zapytał:   -Właśnie, która godzina?
 - Chyba coś koło 11.
 - Wstałem o 8 i jeszcze nie było Niny... No, nic. To ja lecę. Jestem umówiony.
 - Z Lily? - uśmiechnął się detektyw. - Pozdrów ją ode mnie.
 - Skąd to wiesz?
 - Wystroiłeś się co najmniej jak na ślub, człowieku! - na te słowa, Maks spojrzał do lustra. Faktycznie był ubrany trochę inaczej niż zwykle, zamiast T-shirtu miał na sobie białą koszulę z długim rękawem, a jego fryzura była mniej... niechlujna niż zwykle, ale bez przesady- na ślub nie założyłby dżinsów.
 - Wyglądam ok? - zapytał Maks, poprawiając kołnierzyk.
 - Prawie. - Rob podszedł do przyjaciela, przyglądając mu się badawczo - zapiąłeś się pod samą szyję. Pamiętaj, idziesz na spotkanie z narzeczoną, nie na ślub - powiedział, a Maksymilian rozpiął najwyższy guzik.
 - Lepiej?
 - Znacznie... I tak wyglądasz jak palant, ale nie jak SKOŃCZONY palant, jak wcześniej - zaśmiał się widząc dezaprobatę na twarzy przyjaciela.
 - Nie musisz mnie od razu obrażać - syknął z udawanym urażeniem, po czym lekko się uśmiechnął.
 - Co? Nie, nie, nie, ja cię nie obrażam - sprostował Robinson - ja cię oceniam.
 - Dzięki - prychnął Maks. - Nie ma to jak mieć miłego przyjaciela! - zaśmiał się - szkoda tylko, że ty taki nie jesteś - dodał ciszej, a Rob tylko się wyszczerzył.
 - Idź już do tej swojej królowej.
 - Mam jeszcze z pół godziny... Robbie [czyt. Robi], dlaczego ostatnio tak się zachowujesz? No, wiesz...
 - TYLKO NIE ROBBIE! Jestem Robinson, ewentualnie Rob!
 - Właśnie o tym mówiłem, stary. Ostatnio jesteś jakiś... inny...
 - Ta, jasne.
 - Chodzi o mój ślub?
 - Co? Nie. - zaprotestował Robinson. - Cieszę się, że będziecie szczęśliwi, ty i Lily...
 - Jeżeli zacznisz cytować Sherlocka, tak, jak moja siostra, to cię walnę. - uśmiechnął się Maks.
 - Heh, fajny pomysł! "Niestety nie mogę ci pogratulować. Wszelkie uczucia, w tym miłość, są sprzeczne z rozumem, który cenie ponad wszystko. Moim zdaniem ślub to celebrowanie tego, co iluzoryczne, irracjonalne i sentymentalne w tym chorym i niemoralnym świecie. To jak czczenie chrząszcza kołatka, zakały społeczeństwa i całego rodzaju ludzkiego" - Robinson idealnie naśladował akcent i ton głosu serialowego detektywa, później wyszczerzył się jeszcze bardziej.
 - Palant!
 - A ja Robinson, miło mi. - żartobliwie podał rękę na przywitanie.
 - O, Boże... - westchnął Maks z dezaprobatą.
 - Bez przesady, wystarczy Rob. - Na te słowa obaj wybuchnęli śmiechem.
 - Już lecę. Pa, stary. Jak Nin wróci, dowiedz się gdzie była. - wydusił przez śmiech Maks, po czym wyszedł z mieszkania, próbując się uspokoić. Spojrzał na zegarek, miał jeszcze 5 minut do przyjścia na miejsce spotkania.
____

Bardzo przepraszam, że trzeba było tyle czekać na ten rozdział i błagam o wybaczenie, że taki krótki, ale z powodu małych problemów osobistych (głównie depresja) i totalnego braku czasu (od niedawna mam skrzypce, co oznacza codzienne 3-4 godzinne ćwiczenia, sporo zamówień na rysunki itp.).

Przy okazji, chciałabym Wam serdecznie życzyć wspaniałych świąt!


Dziękuję za ponad pół tysiąca wyświetleń! Jesteście cudowni! ;)








1 komentarz:

  1. Ależ dlaczemu taki krótki?! Zakazuję Ci się depresjować, szyszysz? (To moja wersja 'słyszysz') Piszesz niesamowicie, rysujesz jeszcze bardziej wspaniale, świetnie grasz na skrzypcach (właściwie to tego niewiem, może jeszcze trochę rzępolisz, ale to się niedługo zmieni, to wiem napewno ^^), KTOŚ Cię kocha... ;* Ale ja nic nie mówię, po prostu tyle wiem o Tobie :D Nie wolno ci się depresjować, pamiętaj. Ja Ci tu będę komentować wszyyyyystkie rozdziały, nie matrw się. I jeszcze koleżankom powiem. Albo lepiej nie, one nie są wtajemniczone w Sherlocka i Cię tu pohejtują za fabułę. Lepiej nie :P
    No i oczywiście muszę tutaj wycytatować genialne cytaty ;*
    "I tak wyglądasz jak palant, ale nie jak SKOŃCZONY palant, tak jak wcześniej" - jest godzina 23.48 a ja zaczęłam rżeć właśnie jak skończony palant. Aż mama przyszła. Na szczęście wydedukowała, że ma to jakiś związek z Sherlockiem lub zagadkami kryminalnymi i dała mi spokój.
    "- Palant!
    - A ja Robinson, miło mi."
    Padłam. No normalnie padłam. A potem powstałam i znowu lałam się na głos. Następnie przybył tata i zabrał mi kołdrę, więc musiałam go gonić - tak, o 23. 40 biegałam za tatą po domu i wyrywałam mu moją ukochaną kołderkę. Nieładnie z jego strony.
    Ech, jasne, znowu się rozpisałam. No ja nie umiem napisać normalnego komentarza u kogoś na blogu. To jest chyba choroba jakaś no. A więc ogólnie to chciałam Ci przekazać, że opowiadanie jest fantastyczne i mega mi się podoba oraz że masz szybciutko wstawiać następne (Nie tak jak ja, chyba od ponad miesiąca nic nie dodałam. A mam napisane, tylko mój osobisty leniuszek postanowił mi poprzeszkadzać w przepisywaniu ba kompa -,-)
    Aaaa! Zaś piszę głupoty! Już będę kończyć, bo o północy niewiadomo co z tego wyniknie... Więc tam na dole napomknę linka, jakby Ci się może chciało poczytać wypociny me. Chociaż nie sądzę, bo bloga zaczęłam pisać, jak miałam fazę na Zmierzch i nie odkryłam jeszcze Sherlocka... Ale może pierwsze kilka rozdziałów - które nie są typowo zmierzchowe - Ci się spodoba :) I tak jest ich dopiero 6, więc jakbyś chciała to niezmierzchowe są narazie wszystkie, bo u mnie chyba strasznie wolno toczy się akcja. Niewiem, też nikt mi nie komentuje. Pewnie dlatego, że jest beznadziejnie beznadziejne, ale co zrobię... :/
    No, także zupełnie się nie rozpisałam :D Uznajmy, że z mojego nieco długiego wywodu wynika, iż Twój blog baaaaaardzo mi się podoba ^^

    A tu linczek:
    https://beforetwilightalice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń